• "date": "8 września, 2015"
  • "title": "Banan siłowy."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2015/09/banan-siowy.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/8292964846659856963"

Wieczór. Knajpa. Pośród oparów herbatciano-piwnych, wywiązuje się spór:

– Wcale bo nie, bo ja bardziej.
– A dlaczego ty bardziej?
– Bo jestem większy, cięższy i silniejszy.
– Większy – ok. Cięższy – ok. Ale silniejszy? Nie. Ja jestem silniejsza.

Od dawien dawna, od czasów pierwotnych w których okładaliśmy się maczugami i obrzucaliśmy małpy gównem, tego typu niewinne spory mogły być źródłem konfliktów, z których wywodziły się wojny domowe a może i nawet światowe. No bo wiadomo: dwa uparte osły dogadać się nie dogadają, każda ze stron zaczyna zbierać zaplecze polityczne, więc automatycznie konflikt zaczyna zwiększać zasięg. Koniec końców tworzą się ruchy zbrojne mające za zadanie bronić jedynej słusznej wersji historii/wydarzeń/prawdy, ktoś naciśnie czerwony przycisk, rakieta wystartuje i nagle zamiast wstawać rano do pracy, znów siedzimy w jaskiniach okładając się po łbach maczugami.

Tak tak, właśnie tak. Jako odpowiedzialny Samiec Alfa nie mogę pozwolić, by ten spór przerodził się w konflikt światowy. Najprościej będzie rozwiązać sporną kwestię twarzą w twarz, oko w oko, udowodnić, kto tak naprawdę dysponuje większą siłą. No bo wiadomo – facet to facet.
Uderzam w te słowa:

– A chcesz się sprawdzić, kto jest silniejszy?
– Tak, chcę!

Pewny swego, rzucam od niechcenia:
– To wybierz dyscyplinę.

Ha! A niech wybiera sobie! Czegokolwiek nie rzuci mi pod nogi – będę w stanie to przejść, przebiec, pokonać, ewentualnie przepełznąć pod tym. Żadna przeszkoda mi nie straszna, żaden wysiłek nie budzi mego lęku. Dajcie mi dowolną dyscyplinę, a udowodnię, że Prawdziwy Samiec zawsze, ale to ZAWSZE jest silniejszy i…

– To ja wybieram zgniatanie bananów siłą mięśni pochwy.
– Fuck.
Czyżbym wygrała walkowerem?

Share

No cóż, w pewnych sytuacjach zwyczajnie nie da się wygrać. Szach mat w jednym ruchu. Chociaż trzeba było się zgodzić i dać jej zacząć po czym powiedzieć że się poddajesz i wyjść z bananem na twarzy 😉

Nieee, no nie tym pogniecionym, to rzeczywiście bez sensu. Z bananem, w sensie uśmiechem, bo to ona została by z tym rozgniecionym i to mógłby być dość śmieszny widok. Mogłaby też poprosić o pomoc w posprzątaniu tego i dwie strony były by zadowolone