• "date": "10 lutego, 2013"
  • "title": "Pół żartem, pół serio: Notka z dupy"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/02/po-zartem-po-serio-notka-z-dupy.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/4593184238742115443"

W życiu każdego Prawdziwego Samca pojawia się moment, gdy organizm jego wyraźnie sygnalizuje, że nadszedł oto koniec ziemskiego żywota i pora definitywnie kopnąć w kalendarz.
Nie, nie chodzi o katar, nie chodzi o grypę, ani  nawet o okrutną sraczusię, chodzi o temat, który sprawia, że każdy Samiec Alfa zadrży niczym liść na wietrze, potem się obleje, a i błysk przerażenia w oku się pojawi.

…bowiem bywa tak, że dupa nawali. Znaczy się zepsuje.

Jako głowa rodziny, udaje się człek po popołudniowej kawie w stronę Jaskini Dumania w celu wiadomym. Idzie ciesząc się z gazetki pod pachą, gdyż nadchodzą momenty skupienia, ciszy, spokoju, błogie minuty spędzone w  miejscu i okolicznościach pozbawionych wpływu Najwspanialszej-Z-Żon, poezja!

I skupia się człek po dwakroć, to nad artykułem ciekawym, to nad kupaniem się skupia, to łza wzruszenia stoczy się po policzku gdy tekst o uratowanych szczeniaczkach przed oko trafi, to łza cierpienia zawita na licu gdy ostry kebab zjedzony poprzedniej nocy przypomni o sobie… I lecą tak minuty, kwadranse, aż nadchodzi koniec i należy ująć w dłoń swą papier jedwabisty by skorzystać z zalet faktu, że jest się cywilizowanym człowiekiem i pewne miejsca nie powinny przywodzić wonią na myśl stref, które sobie psy obwąchiwać zwykły.
I gdy tak w skupieniu okolice kupienia człek smaga pociągnięciem gładkim, nagle pojawia się ona. Zwiastunka chorób, cierpienia, a może i zgonu. Krew!

Nie pozostaje w tym momencie Prawdziwemu Samcowi nic innego, jak przełknąć gorzką pigułkę świadomości o nadchodzącym końcu, udać się do Najwspanialszej-Z-Żon i z duszą na ramieniu wieść okrutną przekazać:

– Żono moja, obejmij mnie albowiem koniec mój się zbliża, dane nam będzie rozdzielonymi zostać przez trzy metry ziemi i płytę nagrobkową. Ja krwawię.
– Zaciąłeś się?
– Nie.
– No to jak możesz krwawić?
– No normalnie.
– Znaczy się z czego?
– No z dupy.

…i gdy trzy dni później sytuacja lepszą się nie staje, gdy krew nadal leje się gęsto, a i pierdziawa jakby bardziej sfatygowaną się wydaje, wtedy wiadomo już na sto procent. Należy udać się do lokalnego szamana celem przeglądu wylotu.

*****

Godzina szesnasta minut dziesięć. Zjawiam się w rejonowej przychodni celem uzyskania skierowania do lekarza, który pomimo, że pacjentów ma wielu, to nie z twarzy ich kojarzy. Poczekalnia prawie pusta, po lewej sympatyczny młodzieniec płuca wypluwa odkasłując siarczyście, po prawicy nieco starszy jegomość chwieje się gorączką umęczony.
Pielęgniarki w rejestracji sączą leniwie herbatkę parującą ze szklanek osadzonych w plastikowych koszyczkach, za drzwiami pokoju nr 10 słychać urywki rozmów przerywane seriami kichnięć.

Po korytarzu przechadza się niewiasta wbita w kitel. Pielęgniarka zapewne jakaś, stażystka może. Kopytkuje to sobie w chodakach niczym łania po leśnej polanie, zwracając na siebie uwagę licem powabnym, linią smukłą a i zadkiem który by można określić słowem jednym: Ruchable.
Odkasłujący po lewicy uśmiecha się w stronę niewiasty tajemniczej, starając się wypływającą z prawej dziurki nosa gilę dyskretnie wciągnąć, ten od gorączki też jakby życia nieco odzyskał. Wzrok jego ostry i wyraźny jasno mówi: oj maleńka, żeby to ja miał na karku piętnaście lat mniej…

Siedzę i czekam myśląc: jeśli jestem tu od piętnastu minut i nie widziałem lekarza, to znaczy że nie przyszedł jeszcze do przychodni, a Kitlowa Niewiasta kręci się wokół recepcji z nudów. To by oznaczało, że zanim mnie przyjmie lekarz którego nie ma, to nie zdążę na obiad, a później przez to….
…z zamysłu wyrwa mnie głos pielęgniarki z recepcji:

– proszę pani doktor, karty pacjentów na dziś.

Zaćmionym z przerażenia wzrokiem obserwuję, jak pielęgniarka wręcza Kitlowej Niewiaście plik kart, w tym moją. Ona nie jest tu do pomocy. Ona jest lekarzem. I to ona będzie słuchać łzawej historii o moim…
…o kurwa.

Sekundy dłużą się niczym minuty, minuty jak godziny. Patrzę nieprzytomnym wzrokiem na drzwi gabinetu. Wychodzi na to, że będę następny. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie takiego partnera do porywających rozmów o sraniu!
W końcu z gabinetu wychodzi pacjent od gorączki. Przełykam nerwowo ślinę. Gdzieś z wnętrza otwartego pomieszczenia dobiega mnie ciche:
– następny proszę.
O ja pierdolę.

*****

Siedzimy sobie przy biurku. Ona i ja. Ona w kitlu, ja w stresie.
– w czym mogę panu pomóc? – pada z jej ponętnych ust.
Staram się ułożyć jakieś zdanie przewyższające poziomem stwierdzenie “krwawię z dupy”. Nie wiem jak zacząć. Może jakąś poezją w stylu Oczy Twoje lśnią niczym gwiazda nowa, a mi przy sraniu krew leci gdzieś z rowa. Nie, to odpada. Wlepiam ślepia w plakat wiszący na ścianie przełykając ślinę. Wdech, wydech, wdech, wydech.
– zauważyłem kilka dni temu…
(że leci mi krew z dupy jak sram i wyszły i na zewnątrz dziwne kulki)
…że chyba mam jakieś problemy z…
(ze sraniem, całość wygląda jakbym nażarł się gwoździ)
…z wypróżnianiem, a dokładniej odnoszę wrażenie, że…
(krew leje się jak z zarzynanej świni i nawet myślałem, że mi jakaś żyłka w dupie pękła)
…że na papierze zostają krwawe ślady. Do tego bóle i pieczenie…
(gorzej jak po ostrym kebabie u Izmira)
…do tego spory dyskomfort…
(czuję się, jakbym walnął kreta w gacie)
…i ciągłe uczucie jakbym nie do końca…
(się wysrał)
…się wypróżnił. No i z tego co widziałem i czytałem posiłkując się wujkiem Google, wychodzi mi że powinienem porozmawiać z proktologiem, a że potrzebne mi do niego skierowanie od lekarza rodzinnego, to jestem u Pani.

Ufffffffffff! udało się, powiedziałem to!

Odpowiedzi którą uzyskałem, nigdy bym się nie spodziewał.
– No to musimy to pooglądać.
Jak to kurwa pooglądać. Co to, Nasza Klasa, że będziemy sobie oglądać wypięte dupy? Jakie kurwa pooglądać? Nie wystarczyło, że poopowiadałem?!?!
Kitlowa niewiasta sięga do szuflady wyciągając gumowe rękawiczki. Zwiewnym gestem ręki zaprasza do pokoiku obok. Z ust jej malinowych płyną słowa:
– zapraszam do zabiegowego.
Wchodzę do sąsiedniego pomieszczenia. Z jednej strony kozetka, cztery metry dalej biureczko. Jeśli siądzie przy biurku a ja na kozetce, to być może bez zbliżania się do mnie rzuci okiem z daleka i stres się skończy.
Nie.
Kitlowa Niewiasta przysuwa krzesełko do kozetki. No nie no, jak to, mam pokazać tej anielskiej niewieście swe Oko Szatana?!?
– proszę zsunąć spodnie, położyć się na lewym boku na kozetce i podciągnąć kolana pod brzuch.
No nic. Przeżyłem urologię to i oglądanie pierdziawy przetrwam. Tu nie ma się co stresować, chodzi o zdrowie. Żarty żartami, ale lekarz to lekarz. Nawet jeśli to lekarka. I do tego ładna lekarka. Ciekawe jaką ma na sobie bieli…
Strumień myśli został gwałtownie rozbity przez małe, białe pudełeczko, które znikąd pojawiło się w jej elfich dłoniach. Na pudełeczku wyraźny i jednoznaczny napis się znajdował.
WAZELINA.
O kurwa. O kurwa. O kurwa. O kurwa.
Przez moment mam jeszcze nadzieję, że spękały lekarce usta i chce je posmarować wazeliną by ulżyć sobie w cierpieniu, jednak gruba warstwa mazidła nakładana na niewieście palce prawej dłoni wbitej w rękawiczkę wyraźnie dają znać, że to nie z jej ustami palce będą miały do czynienia.
– proszę się rozluźnić – dobiegł mnie jej głos słodki niczym słoik miodu – na początku może być pewien dyskomfort, a nawet odrobina bólu, ale to będzie chwilowe.
Biorę wdech, wydech, chcę powiedzieć, że jestem gotowy. Otwieram usta by przemówić, lecz…

…rozwarta została ma czeluść mroczna, palec wiedzy medycznej sięgnął źródła problemów i kręcąc się niczym gówno w przerębli zbierał wiedzę w ciemnobrązowym bagnie kwintesencji tego wszystkiego, co w człowieku najgorsze i czego pozbyć się rano po kawusi wypada.
– czy coś boli w którymś miejscu?
Tak kurwa, boli mnie moja męska duma, boli mnie samoocena, boli mnie świadomość, że zostałem analnie spenetrowany niczym zniewieściały współwięzień dwumetrowego mordercy o ksywie Czuły Roman, boli mnie myśl o tym, że…
..ej, faktycznie mnie coś boli.
– tak, po lewej stronie chyba coś się dzieje.
Lekarka sprawnie znajdując wspomnianą lokalizację dokładnie sprawdza co się dzieje. Bolesny dyskomfort na chwilę odsuwa niewygodne myśli, gdy nagle przypomina mi się, że gdzieś tam jest prostata. A co jeśli mi dotknie prostaty a mój organizm prawidłowo zareaguje gigantycznym, bezceremonialnym wzwodem?!?! I będę tak leżał ze sterczącym drągiem mając w dupie palec uroczej lekarki?!?!? JA PIERDOLĘ ZABIERZCIE MNIE STĄD!!!

…pyk!

Ciche pyknięcie przywodzące na myśl otwieranie butelki szampana nagle zakończyło cały koszmar. Dupsko me pozbawione dłoni błądzących tam, gdzie nikt poza mną nie ma dostępu odetchnęło z ulgą. A ja wraz z nim.

– proszę się ubrać.

Złażę z kozetki podciągając gacie. Nie, nie będę się wstydził. Ja jestem chory, a ona jest lekarką. To była tylko pomoc medyczna i nie ma w tym nic wstydliwego.
Staję wyprostowany, dumny, niczym pomnik Pstrowskiego. Bez grama wstydu czy zakłopotania patrzę w oczy lekarki i przemawiam.
– czy to koniec badania?
– tak, zapraszam do pierwszego gabinetu.

Kitlowa Niewiasta rusza przodem ponętnie kołysząc biodrami. W pokoju obok znów siada za biurkiem, naprzeciw jej siadam ja – pacjent. Z pełną powagą rozmawiamy o tym, co mi dolegało. Dostaję wszelkie wytyczne, sugestie, porady, informacje płyną z jej ust niosąc nadzieję na całkowite wyzdrowienie. Kilka recept kończy sprawę. Dziękuję, żegnam się. Wychodząc z gabinetu odwracam się jeszcze w drzwiach patrząc przez chwilę na lekarkę. Może i młoda, może i ładna, może i będąc kawalerem określiłbym ją jako niezłą dupę, ale… kompetentna. Miła i pomogła. Uśmiecham się raz jeszcze myśląc:
…wiem gdzie dziś grzebałaś paluszkiem, ty mała zboczona świnko!

Wychodząc z przychodni zastanawiam się czy jednak nie lepiej, że trafiłem na nią, a nie tego lekarza co zwykle. W końcu to facet. I kawał chłopa. Zaraz zaraz, czy on aby nie miał wielkich łapsk? Auć…

Share

Któż inny mógłby w tak ciekawy sposób napisać o najszanowniejszej części ciała ludzkiego 🙂
Oko Szatana rozbroiło mnie totalnie! 🙂

Rewelacyjne (o opis mi chodzi;). W życiu bym nie pomyślała, że można to w taki sposób opisać. Nadal siedzę z uśmiechem na twarzy:D

Nie no kur.. zajebiste chciało by się rzec, masz chłopie 'opowiadane', że aż się czyta dobrze. Czekam na kolejne opowiastki.
Już szukam rssa by zasubskrybować.

Rewelacja! 😀

PS Choroba hemoroidalna dotyczy coraz większej ilości osób a nadal wstydzą się o niej mówić.Przełamujesz pewne tabu przy tak zwanej okazji. 🙂

Ehm, jestem tu pierwszy raz ever, wieczorna zamuła trwała od dobrej godziny, ale po tym tekście moge ze spokojem cieszyć się z banana na twarzy i wrócić jutro po więcej xD

Dawno nie czytałam czegoś, co tak by mnie ubawiło, wręcz do łez!
Ostatnio to chyba jak czytałam Lesia Chmielewskiej, także gratuluję, bo to komplement był 🙂
Pozdrawiam,
żenewieff

Emilio 😉 niechaj raduje się serce Twoje, wszak badanie mogło wyglądać również tak:
(pamiętny urywek z "Dnia Świra" )
http://www.youtube.com/watch?v=NQOq7g1FQ84

Abstrahując od grubości palców przeprowadzanego badanie doktora istniałoby pewne ryzyko, które mógłbyś zrelacjonować tak (parafrazując pewien dowcip):

Po wstępnym przebadaniu doktor przepisał 30-latkowi czopki.
– Wie pan jak to stosować? – pyta doktor
– nie bardzo – odpowiedział 30-latek
– To ja panu pierwszy czopek dam teraz a resztę weźmie pan w domu już sam.
Jak powiedział tak zrobił.
Emilio wrócił do domu, męczy się męczy ażeby zaaplikować czopek i nic. W końcu poprosił o pomoc Najwspanialszą z Żon.
Ta położyła mu lewą rękę na ramieniu a prawą załadowała czopka.
– O k…a!!!! – wrzasnął Emilio
– co zabolało cię? – zapytała troskliwie żonka
– nie, tylko sobie przypomniałem, że doktor kiedy mi wsadzał czopek to trzymał obie ręce na moich ramionach…

Sam oceń co lepsze 🙂

hough 🙂

Hi,hi świetne,też to przeżyłam z przystojnym proktologiem (bo ginekolog się nie liczy),obiekcje mnie nie szarpały bo byłam pewna że on lubi tą robotę ;)na moje szczęście okazało się że wszystko ok:)a paluszki miał zgrabne.

uwielbiam Twoje pisanie. można ten tekst chociażby czytać i czytać… i odnajduje się za każdym razem coś innego, gdyż rycząc ze śmiechu poprzednim razem zgubiło się kilka zdań – nie celowo:)))) jesteś genialny

po przeczytaniu tekstu z moim udziałem sięgnęłam po następne i z każdym kolejnym moje mięśnie brzucha bolały bardziej :p a ten przebił wszystko… do tej pory mi się japca cieszy i po ciężkim dniu humor powrócił 🙂 Gratuluję polotu, będę zaglądać regularnie
K.M.

Pierwszy raz przeczytałam ten post ( gdzieś w sieci już wstawiony) 1,5 roku temu , niedawno ( z przyczyn powiedzmy nawalającego zdrowia w rodzinie) postanowiłam go odnaleźć… i tym sposobem dotarłam , tutaj 🙂
Tylko jakoś wyjść stąd nie mogę 😉