• "date": "16 maja, 2013"
  • "title": "Niemoc."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/05/niemoc.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/1415859935534766488"

W życiu każdego Prawdziwego Samca jest taka chwila, gdy nadchodzi go wszechogarniająca Niemoc.
Półprzytomny wzrok zsuwa się po meblach by bezwładnie upaść na podłogę, Bączuś Jelitowy już nie brzmi jak Zeus Gromowładny, nawet po jajach człowiek nie ma siły się podrapać. Podrzuca tylko nogą z nadzieją, że moszna sama odklei się od pędzla i przestanie smyrać jakimś buntowniczym włosiem.

Czasami tak właśnie bywa. I nawet dobre chęci Najwspanialszej-Z-Żon nie są w stanie poprawić tego stanu: przyniesione przez Nią piwo nie cieszy, Prawdziwy Samiec ma wręcz ochotę powiedzieć:

– dzięki Ci za ten napitek Niewiasto, weź jeszcze tylko wypij to za mnie albowiem mój przełyk zmęczony jest i nadmiar pracy mógłby go zabić. A i siknij jeszcze za mnie po tym piwie, bym wstawać z kanapy nie musiał.

Tak to właśnie czasami bywa.
Ewidentnie nadaję się dziś do uśpienia.

*****

Jakoś początek tygodnia. Malujemy ostatnią ścianę, remont ma się ku końcowi.
Stoję w rogu pokoju, po prawej długa ściana, po lewej okna, twarz mam skierowaną w róg. I trochę w dół. Gapię się pod swoje stopy opływając samozadowoleniem: tam gdzie kiedyś rury wnikały się w podłogę z subtelnością Obcego wbijającego kły w czaszkę wojaka, dziś jest porządek, ład, oraz ogólnie pojęte piękno i estetyka. A wszystko to dzięki mnie! Prawdziwemu Samcowi! Albowiem to właśnie ja za pomocą majzla i młota rozkułem w pizdu cały ruropodłogowy koszmar, to ja wylałem pół wiadra betonu w wykuty otwór, to ja wykończyłem całość szpachlą trzymaną w prawicy swej, to ja upierdoliłem ładny cokolik na kwadratowo, żeby dobrze się panele przy tym dziadostwie układały.
Muszę, ale to MUSZĘ podzielić się samozadowoleniem z Najwspanialszą-Z-Żon. Wspomniana po 2giej stronie pokoju stara się (pod czujnym okiem Merdatego) przyjąć możliwie najdziwniejszą pozycję z wałkiem i korytkiem farby, jednocześnie malując coś co na pierwszy rzut oka przypomina wielkiego kutasa.

– Wiesz, ale fajnie mi wyszedł ten narożnik tutaj.

Najwspanialsza-Z-Żon kolorując lub zamalowując lewe jajo odpowiada nawet nie odwracając się do mnie:

– No mówiłam ci, że fajnie wyszło.
– Tak? Widocznie musiałaś za słabo mnie chwalić jeśli wyleciało mi z głowy.

Najwspanialsza-Z-Żon zamyśliła się chyba nieco bardziej, zamalowując jajo prawe. Na wymalowanej żołędzi pojawiła się cewka moczowa, albo tajemniczy, chujowy uśmieszek. A może to tak światło pada na ścianę? Tak, to chyba kwestia światła.

– No widzisz, to teraz już wiesz jak się czuję nie dostając od Ciebie komplementów.

Chyba za dużo stałem wdychając opary farby. Zanim zderzyły się dwie szare komórki odpowiedzialne za to, bym nie ładował się w bagno, z ust mych padło:

– Kotek, komplement Ci robię za każdym razem gdy na Ciebie włażę….

…w tym momencie uruchomiła się skąpana w oparach farb logika, która dorzuciła jeszcze od siebie:

– yyyyyy, nie, wróć. Komplement robię Ci za każdym razem, gdy na Ciebie włażę z otwartymi oczami.

Zanim zorientowałem się, co padło z moich ust – już było za późno. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ciężko czyści się farbę z owłosionego, męskiego ciała…

Share

O matko i córko!! Masz przYchlapane!!Ale ładnie pogarszałeś, co zdanie to gorzej z Tobą było hahhahaha:-D
No łeb bym urwała przy samych piętach!! :-)))

uuu, to chyba nici z włażenia na NzN przez najbliższe pół roku, oczywiście przyjmując optymistyczną wersje ;(

no i poprawiłeś mi humor niemożliwie 😉
muszę to wieczorem przeczytać mojego mężowi, zapewne przyzna Ci rację 😉
pozdr.
K.