Prosiaczyzna i kubkojebczyzm

W życiu każdego… no, prawie każdego Prawdziwego Mężczyzny nadchodzi taki moment, że trzeba po raz kolejny poddać się mniej lub bardziej nieprzyjemnym badaniom.
Od razu uprzedzam – fanatyczni wielbiciele Notki z dupy nie znajdą tu łzawych opowieści i wsadzaniu precjozów w Oko Szatana, nie będzie też ponętnych lekarek o wielkich, dyndających rozkosznie… słuchawkach stetoskopu.

*****

Środowe popołudnie. Mija czwarta doba posuchy bzykoidalnej. Zaczynam mieć omamy słuchowe, wydaje mi się, że jestem nad morzem. Tu coś szumi w uszach, tam coś jakby odgłos kapania słyszę…Idę do Najwspanialszej-Z-Żon żaląc się na los okrutny, na cierpienie potworne, przytulenia i pocieszenia oczekuję. Oczywiście moja Druga Połowa po rzuceniu okiem na mą konającą, marną fizjonomię stwierdza krótko:

– za długo z krzyża nie spuszczałeś, sperma sięga Ci poziomu uszu, stąd chlupot w uszach.

…po czym spokojnie wraca do mieszania martwej świni w bulgocącym sosie.Tak, zawsze byłem wielkim fanem niezbadanych pokładów poezji i wysublimowania zgromadzonych w Jej jakże ponętnym, smakowitym, kobiecym i wzywającym mnie do ataku tyłe…
Kurwa! Odwracam wzrok. Staram się zająć czymś myśli. Ściana. Tak, ściana jest zimna płaska i twarda. Jedyne co, to ma kontakt, o, kontakt ma dziurki… TFU!!! Okno! Tak! Okno! Za oknem gołąbki, piesek kupkę robi, stara baba wygrzebuje coś ze śmietnika, pan żul womituje po ścianą, o, wiewióreczka po gałązce skacze, jak fajna ruda wiewióreczka, rude są fajne, takie temperamentne, ciekawe, czy jakbym złapał wiewióreczkę i… AAAAAAAA!!!!
Czuję, jak pierwotny instynkt pokrywania wszystkiego co nie spieprza na drzewo, stara się przejąć kontrolę nade mną. Włączam TVN24, może Grodzka będzie, albo Cichopek na Dwójce.

*****

Mija godzina. Leżymy we czwórkę: ja, Najwspanialsza-Z-Żon, sterylny kubek na materiał do badań i mój gigantyczny wzwód. W ciągu ostatniej godziny odkryłem, że makaron w spaghetti potrafi się ułożyć w coś, co przypomina zarys cycków, łyżka wygląda jak półdupek, a telewizja co trzy sekundy nadaje reklamy kobiet jedzących lody. Zerkam nerwowo na zegarek. Za jakieś 15 minut pora ruszać do lekarza, wychodzi więc na to, że pora zapełnić kubeczek.
Pies go jebał…
Każdy Prawdziwy Samiec po to dostał swój samczy sprzęt, by nim chędożyć, dogadzać, czynić rzeczy, od których nawet sąsiedzi zza ściany czerwienieją na twarzy, każdy Prawdziwy Samiec wyciąga swego Niszczyciela Cywilizacji gdy wie, że zaraz przynajmniej jedna osoba będzie miała odrobinę radości, a tutaj…
…po raz kolejny zerkamy na siebie z kubkiem. Ja na kubek. Kubek na mnie. Przezroczysty taki, z czerwoną zakrętką. Gapię się na niego, on dziwnie łypie na mnie. Nic to, trzeba brać sprawy w swoje ręce, wszak chcąc przekazać swoją spuściznę kolejnym, wystruganym własnym atrybutem pokoleniom, trzeba najpierw przekazać swoją… spuściznę sympatycznej lekarce.

Mija kilka minut. Zadanie wykonane.
Dochodzę do wniosku, że Najwspanialsza-Z-Żon powinna mieć honorowe miejsce w dziale rozwoju Zelmera, lub prowadzić warsztaty z tradycyjnych technik ubijania masła. Taki talent żeby się marnował…
Na trzęsących się nogach człapię do samochodu w towarzystwie swojej Drugiej Połowy. Jedziemy do lekarza.

*****

Poczekalnia przed gabinetem. Na wprost krzyża wiszącego na ścianie, stoi pomnik Apisa. Albo Ozyrysa. W zasadzie bardziej to wygląda, jakby jamnik wydymał krowę. Nabijamy się bezczelnie z niespójnego wystroju całkowicie ignorując fakt, że jesteśmy w miejscu pełnym skupienia, zadumy i szacunku wobec pojawiających się tu problemów. Chyba na jakimś etapie leczenia człowiek przestaje się tym przejmować.

Przejmuje się za to lekarka widząca nas po raz pierwszy:

– dzień dobry, proszę wejść, proszę usiąść wygodnie, może krzesełko inne, może drzwi zamknę, o, Pani też wchodzi?
– a czemu nie – odpowiadam, w końcu Najwspanialsza-Z-Żon nie zobaczy niczego nowego. A przynajmniej będzie można razem porobić sobie jaja z Lekarki.

Pani Doktor na nabożną czcią przyjmuje kubeczek z materiałem. No nie no, przyznaję się, że prawie pękam z dumy: można by tym obdzielić pół żeńskiego internatu.
Następuje seria standardowych pytań, jakieś druczki, jakieś tabelki. Najwspanialsza-Z-Żon siedzi z kamienną miną, ja także z obliczem znudzonym odpowiadam Szamance. Lekarka nieco zdziwiona naszym ni to swobodnym, ni to obojętnym podejściem do tematu, zaczyna się kręcić na krzesełku. Dobrze, wiem, teraz padnie TO pytanie!

– dobrze… – Doktorka podchodzi do zadania pytania jak pies do pieprzenia jeża – a proszę mi powiedzieć… że tak zapytam… Jak dawno temu było… był… państwo…

…bezczelnie gapimy na pokrywające się szkarłatem lico Lekarki… Ta w końcu wypluwa z siebie:

– … znaczy się kiedy był oddawany materiał?

Najwspanialsza-Z-Żon skromnie zerkając na paznokcie,  odpowiada:

– no, z 15 minut temu.

Chcąc potwierdzić informację, dorzucam od siebie:

– no, jeszcze trzęsą mi się nogi.

Dobijam lekarkę bezczelnym uśmiechem i spojrzeniem mówiącym: oj doktoreczko doktoreczko, żebyś ty wiedziała na jakie sposoby materiał był dobywany, to by Ci się specjalizacja poszerzyła z wrażenia!

*****

Zdecydowanie – pastwienie się nad ludźmi wychodzi nam doskonale. Lekarka wypuszczając nas z gabinetu przygląda się nam badawczo jakby chcąc ocenić możliwości i umiejętności. Jej zdziwionej miny nie poprawia nawet standardowe 50 zeta za badanie.
No cóż, to już nie nasz problem.

*****

Późne popołudnie. Człapiemy z Najwspanialszą-Z-Żon przez miasto kierując się do sklepu po psie żarcie. Od czasu popołudniowego zbezczeszczenia kubka uśmiech nie schodzi mi z mordy. Chlupot w uszach ustał, organizm wraca do normy dopominając się więcej i więcej. Zerkam co chwilę na Najwspanialszą-Z-Żon układając w głowie podstępny plan zaliczenia wszystkich stacji, łącznie z końcową.
Co chwilę strzelam wzrokiem to na lewo, to na prawo – sympatyczne niewiasty licznie wyległy na ulicę wzmacniając ochotę na zdrowe chapnięcie apetycznego mięcha. Najwspanialsza-Z-Żon co chwilę dziabie mnie łokciem w żebra:

– cały czas się gapisz na obce dupy!!!
– nie patrzę się na żadne dupy, chyba że na twoją!!!
– tak, a na tę w czarnej bluzie się nie gapiłeś niby, co?!?!
– na tę z wielkimi cycami i długimi nogami? No gdzie tam, wcale się nie gapiłem!
– no kurwa jak się nie gapiłeś jak nogi i cyce widziałeś ty świnio i bydlaku!!!

…i tak sobie rozmawiamy o uczuciach w związku dwojga ludzi, gdy nagle naprzeciw mnie pojawiają się trzy niewiasty w wieku lat może dwudziestu. Gapię się na jedną z nich – jej twarz o czymś mi przypomina… Zabijcie mnie, coś miałem zrobić, te rysy, ta linia szczęki, coś mi to do cholery przypomina…
…nagłe, bolesne dźgnięcie łokciem Najwspanialszej-Z-Żon sprowadza mnie na ziemię.

– I ZNOWU SIĘ GAPISZ ŚWINIO JEDNA!!!

Wiem! Już wiem o co chodziło, już wiem, co mi przypominała!

– Dżona, bo jak popatrzyłem na nią to…
– no, to co, że co ci się w niej podobało?!? Że taka młoda i niedoświadczona może?!?!

Myślę sobie: nie, jak popatrzyłem na jej twarz to przypomniało mi się, że musimy jeszcze kupić worki do odkurzacza. Ale tego chyba tym razem nie uda mi się wytłumaczyć Najwspanialszej-Z-Żon…
Słuchając kolejnych wyrzutów poczłapałem w stronę sklepu…

Share