• "date": "27 listopada, 2015"
  • "title": "Tablica."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2015/11/tablica.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/3434183995206830882"

Czasami bywa tak, że trzeba się wykazać jako Samiec Alfa. No bo wiadomo, wzrok sokoli, pierś wypięta, postawa dumna szybko się niewieście opatrzą, więc warto niekiedy wyskoczyć z czymś nowym. Szczególnie, gdy pojawia się nagła okazja wykazania się jako ten, któremu młotek niestraszny, a i z łomem w razie potrzeby pociągnie.

No i właśnie.

Przychodzi sobie Ajax i nęcąc swym kocim wzrokiem zaczyna czarować okręcając na palcach swe blond włosie. To może oznaczać jedno: czegoś chce. Pomyślmy: nakarmiona już jest, wyprzytulana także, nawet zdążyła wessać kawę. Wychodzi na to, że czeka mnie jakiś nowy quest.

– …bo wiesz – zaczyna – ja to bym potrzebowała tablicę korkową na ścianie. Tablica już jest i czeka na powieszenie, brakuje tylko mi kogoś, kto mógłby wziąć ją w swe silne, męskie dłonie i powiesić tak, bym miała do niej wygodny dostęp z biurka. Bo wiesz, dużo karteczek przy magisterce jest i trzeba je jakoś poukładać…

Nie do końca ogarniam o co chodzi z tym układaniem karteczek – ja tam swoimi sieję gdziekolwiek, czy to podłoga, czy ściana i też się jakoś w tym odnajduję. No ale – Niewiasta chce, to Samiec Alfa działa! Będzie miała tablicę na ścianie!

Tym oto sposobem, któregoś dnia chwytam młot, gwoździe, do kompletu waserwagę by wyglądać bardziej PRO i podchodzę do ściany.

– gdzie dokładnie ma toto wisieć?
– no tutaj tak na prawo, o, teraz na lewo bardziej i trochę w dół, o tak, teraz do góry bo zsunęła się z lewej, więc daj do prawej i do góry, żeby było tak, jak zanim przesunąłeś w dół i do prawe… nie, nie tak, tak jak było wcześniej było idealnie tylko trochę mocniej w lewo i ciut do dołu…

…po szesnastej korekcie położenia o czterdziestą część milimetra, zaczynam się zastanawiać, czy my tu wieszamy tablicę, czy może przeprowadzamy operację na otwartym mózgu.

– …no prawie idealnie, a teraz ciut w prawo i w dół i będzie ok.. jest!

Ha! Tablica dopasowana! Magicznym gwoździkiem oznaczam na ścianie gdzie wbić gwóźdź właściwy-konstrukcyjny, odstawiam tablicę i biorę w ręce młot. Od razu dostaję bonus +10 do męskości i +12 do “zagrożenie dla otoczenia”. Chwytam gwoździa, kilka puknięć – gwóźdź nie wchodzi krzywiąc się niemiłosiernie, więc biorę trochę grubszego gwoździora, kilka puknięć młotkiem no i proszę! Tak ładnie wbity gwóźdź, to jest naprawdę bardzo ładnie wbity gwóźdź! Nie pozostaje nic innego, jak powiesić tablicę! Chwytam listewkowo-korkowy twór, zaczepiam o ulokowany w ścianie element konstrukcyjny, puszczam – wisi! Nie spadło! Ściana się nie przewróciła. No teraz to już tylko czekać na lawinę zachwytów, komplementów, brawa, owacje na stojąco i jakieś odznaczenie!
Zza moich pleców dobiega mnie głos Ajaxa:

– …krzywo coś.

No ale jak i zaraz i niemożliwe, przecież linijką wyznaczyliśmy dokładnie środek tablicy w który został wkręcony gwoździk z oczkiem do powieszenia na gwoździu konstrukcyjnym, gwóźdź konstrukcyjny jest jeden, więc tablica sama powinna się wypoziomować! Robię krok w tył – faktycznie, coś jakby prawa strona leci trochę w dół.
Dobra, jeszcze raz: zaczep jest na środku, wisi na prostym gwoździu, ale prosto nie wisi. Mrużę ślepia wpatrując się w efekt wielogodzinnej pracy próbując rozgryźć, jakim sposobem u licha…a, wiem! Ten gwoździk z dziurką do wieszania – to on jest wszystkiemu winny! Bo oczko nie jest idealnie na środku gwoździka który jest wbity w środek tablicy, więc przesuwa się w lewo od środka więc prawa strona tablicy idzie w dół! Ha!
Chwytam buntownicze oczko i delikatnie przeginam je w prawo, by środek oczka i jego średnica biegnąc prostopadle do linii podłogi pokryły się z linią gwoździka do oczka. No, bingo! Wieszam tablicę.

– …dalej krzywo.

Hem. Tu następuje taka niezręczna cisza. Przykładam waserwagę – no fakt, krzywo, widać to nawet bez poziomicy. Dziwne, ściana prosta, gwoździk prosty, aaaaaaaaa… wiem!
Zdejmuję tablicę i znów modyfikuję oczko od gwoździka na środku tablicy. Pół milimetra w prawo bo okrąg oczka nie jest idealny, dwie dziesiąte milimetra do tyłu by uwzględnić deklinację magnetyczną, dorzucam pierwiastek-n-tego-stopnia-odległości-tablicy-do-najbliższego-morza milimetrów pochylenia gwoździa uwzględniając pływy morskie, a na koniec obracam całość gwoździka z oczkiem o osiem setnych stopnia by wykluczyć negatywny wpływ żyły wodnej przebiegającej w pobliżu. No teraz będzie ok! Wieszam!

– …dalej krzywo.

Zaraz zaraz. A co ja podstawiłem za “n” pierwiastkując? Może użyłem systemu imperialnego zamiast metrycznego? No nie wiem. Zrezygnowany siadam obok Ajaxa szukając pomysłu na krzywiącą się tablicę. Rozwiązanie problemu jest równie bolesne co i oczywiste.

– …wiesz – zwracam się do Niewiasty – być może krzywienie się tablicy ma związek z tym, że na jej prawej stronie mamy wbite całe stado pinesek które przeciążają całość na prawą stronę?

Tak, jestem idiotą.

Share

Dobre! Ale nie ma co się martwić. To takie typowe dla informatyka, pomijać najprostsze rozwiązania a potem pukać się w czoło.

Ale, że Niewiasta na to wcześniej nie wpadła…?

Jeden gwóźdź po prawej, drugi po lewej i będzie trzymało się prosto niezależnie nawet od przypływów i odpływów.