• "date": "30 września, 2020"
  • "title": "Orion"

Świat oszalał. Nie wiem kiedy mija nam tydzień. Wszystko stoi na głowie, przyjęta i oswojona kolej rzeczy została wysadzona ze standardowych torów i gna przed siebie napędzana plamiastym dupskiem i ryjem o niebieskich oczach.

Świat stanął na głowie, dosłownie. W domu syf, trzy minuty po sprzątaniu znów można sprzątać. W łóżku ciasno, na kanapie ciasno, ciągle coś zieje, pierdzi, znosi, roznosi, unosi, wynosi, koty same nie wiedzą czego chcą, destabilizacja pełną gębą. Cholernie za tym tęskniłem. Za krwią na suficie bo ucho krwawi, za glutem na ścianie bo kichnięcie wyszło na bogato, za śliną na nogawce bo z ryja pociekło. Chyba zaczynam się czuć szczęśliwszy, bo jakaś bomba atomowa rozwaliła nam wszelkie schematy i nawyki.

I tak będzie przez następnych kilkanaście ładnych lat.

Nie wiem jak to jest, że odrobina chaosu wprowadziła równowagę. Teoretycznie element destabilizujący powinien negatywnie wpływać na środowisko w którym funkcjonuje, a mimo to środowisko wydaje się teraz działać lepiej. Zupełnie, jakby odrobina nienaturalnie dodanej soli, poprawiła smak całości dania. Niby sól w naturze sama się nigdzie nie dodaje i może wszystko zepsuć, ale… Nie wiem, dziwię się, cieszę się, uczę się.

Pozostaje tylko cały czas obawa, że niechcący coś zepsuję, że klejenie od podstaw plamiastego ryja z moim udziałem, może mieć negatywny wpływ na efekt końcowy. Tym bardziej, że praca nie ogranicza się do stworzenia czegoś od zera. W zasadzie trzeba najpierw poradzić sobie z tym, co w pakiecie przyszło zepsute.

Nie wiem, sam nie wiem, sam dostrzegam, że te ideologiczne rozważania są bez sensu, że szukanie sensu w rzeczach prostych jest bez sensu, że jedyna sensowna rzecz, to porzucenie poszukiwania sensu i sensowne uproszczenie wszystkiego, jak tylko się da. Co za przekombinowane masło maślane.
A przecież chodzi tylko o (nie)zwykłe pojawienie się w życiu psa.

Dzień dobry, wabię się Orion.

Share