Pederastia w rytmie rasta i Vomitor jeszcze mlaska

Kutfa jego mać, że tak nieco poetycko zacznę.
30 lat na karku, 10 lat w branży. Postanowiłem całość zasobów produkcyjno-handlowych przekierować na rodzący się maleńki rodzinny biznesik. No ja nie dam rady? Kto jak kto, ale ja?
No właśnie. 10 lat praktyki w analizie trendów, potrzeb, technologii, tego co wolno a czego nie wolno, dało mi świadomość, że coś jestem w stanie zdziałać. Wszak do tej pory się udawało. No i że tak powiem, się zesrało.
Ja, tresujący frazy niczym domina chłostająca posłusznych sobie biznesmenów liżących jej wysokie po uda skórkowe buty, ja, niczym nieustraszony marynarz z okrętu Santa Maria obdzielających syfilisem Indianki według własnego uznania, ja, niczym Święty Mikołaj mający w kieszeni listę wszystkich niegrzecznych dziewczynek, ja… po trzech miesiącach biję głową w ścianę. Walę łbem w mur wściekając się, albowiem powiadam Wam! Nie ma na świecie bardziej niestandardowego środowiska, niż socjopatologicznodewiacyjnonieszablonowe zbiegowisko koniarzy. Nijak trends, prognozy i kampanie nie przekładają się na rzeczywiste przechwycenie konstruktywnego ruchu, nijak nie można pokierować użytkownikiem na stronę docelową, nijak nie da się tego całego bajzlu ująć w jasny wzorzec zachowań.
10letnia praktyka okazuje się gówno warta. I do tego nawet nie końskie gówno, tylko takie zwykłe. Psie. Rozmiękłe nieco. Takie ‘ciam ciam’.
Nie pozostaje mi nic innego, jak poddać się grzecznie, zostawić wszystko naturalnemu biegowi sprawy, zająć się nieco bardziej własnym projektem.
By rozładować nieco napięcie wrzuciłem coś subtelnego na uszy. Vomitory – nie, to nie jest przejęzyczenie – idealnie wpasowują się w klimat ostatnich dni. Rozrywanie kotów, bluźnienie na świętości, profanacja dogmatów oraz inne temu podobne, dają fantastyczną energię do dalszych działań. Nic tak nie pobudza o 6 rano jak kubek gorącej kawy i słowa:
Rzucony daleko za wroga liniami
samotny, za gruntem syconym minami
boleśnie oddycha, bicie serca znika,
życie uchodzi w krwotoku, myśli szarpie panika.
Ranny, ranny w ciele
Gdy jelit z brzucha wypada tak wiele
on słyszy wciąż głosy podchodzącego wroga
i swoją panikę. Jedyną drogą jest do śmierci droga.
(przepraszam za to jakże frywolne i pewnie nie mające za wiele wspólnego z oryginałem tłumaczenie).
W każdym razie słowa w ten deseń bijące, połączone z dobrą kawusią potrafią postawić na nogi jak nic innego w ostatnich kilkunastu dniach. Szkoda tylko, że moi współpracownicy nie do końca trawią tego typu dzieła muzyczne… Zastanawia mnie poza tym co myślą sąsiadki gdy po tym jak słyszą za ścianą nieludzkie growlujące głosy, widzą w oknie naszego mieszkania czarnego kota z urwanym ogonem… Chyba nie da się wytłumaczyć racjonalnie 😉
Jednak nie samym mięsem mielonym człowiek życie. Czasami coś mniej czarnego, ciężkiego i mrocznego jest człowiekowi potrzebne. Postanowiłem się więc zmierzyć z czymś nieco bardziej… Różowym, zielonym, żółtym i czerwonym. Zielony, żółty i czerwony rozumie się samo przez się. Różowy – to rozumie tylko Najwspanialsza z Żon i parada równości obijana równo po ryjach przez niedawnych koalicjantów rządu RP 4beta, alfa, czy jaka tam akurat wersja była.
Tak tak, postanowiłem się zderzyć z płytą SGM. Sam nie wiem co lepsze. Vomitory, czy SGM. Czy lepiej mieć na życie wyjarano-wyjebane, czy rozerwać je na strzępy. Czy lepiej z problemem skopcić wora, czy problem skopcić w worze. Ciężkie pytania bez prostej odpowiedzi.
Nie zmienia to jednak faktu, że głos Pana B. jest ciekawy i z pewnością zagwarantował mu już w koncertowych kiblach więcej ssaczy niż Media Markt oferuje odkurzaczy przeciętnemu Kowalskiemu. A niech mu się wiedzie, a co mi tam! Znaczy się Bednarkowi, nie Kowalskiemu. Tzn Kowalskiemu też.
Kutfa, zaplątałem się.
Aha. Na dobranoc dialog z hurtowni tkanin, dzianin, czy co to tam było. Rozmowa toczy się pomiędzy Najwspanialszą Z Żon a mną i dotyczy sympatycznego jegomościa który nas obsługiwał.
NZŻ: Emil, czy ten koleś się do mnie przystawiał?
E: tak.
NZŻ: i nie jesteś zazdrosny o niego!?!!??!
E: nie.
NZŻ: ?!?!?!!?!?!?!?!??
E: Kotek… Ten facet znał nazwy więcej niż trzech kolorów nici, więc na 100% był pedałem. Co jak co, ale o pedała to ja zazdrosny nie będę. Poza tym był tak drobny, że gdybyś mu strzeliła w pysk to by się zatrzymał dopiero na regale z koronkami do cyckonoszy, więc sama byś sobie spokojnie poradziła.
Amen. Dobranoc.
Share