• "date": "1 listopada, 2012"
  • "title": "Gastro Necro i Misie Sraczusie"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2012/11/gastro-necro-i-misie-sraczusie.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/8735319365424602453"

Wszystkich Świętych. Dzień wolny. Dzień poświęcony zadumie, wspominaniu tych, co odeszli, chwile gdy powinniśmy na moment przystanąć i zastanowić się nad tym, co jest w życiu naprawdę ważne.

Pierdzielić to, koło cmentarza są żelki, węże i Misie Sraczusie!
Przedzieramy się z Najwspanialszą-Z-Żon przez stado smętnie człapiących cmentarzem person, próbując dotrzeć do straganów obleganych przez małe drące się jamochłony. Te małe, chodzące układy pokarmowe są w stanie holować swych rodziców w stronę straganiastej paszarni z siłą większą niż lokomotywa, robiąc raban nie gorszy od Bereciar po zabraniu krzyża.
Armageddon.

Przedzieram się jako pierwszy przez te stada, to rozpychając się kolanem, to waląc w łeb reklamówką po zniczach, bardziej opornych przydeptując do ziemi. Za mną tupta Najwspanialsza-Z-Żon już tocząca ślinę na myśl o czekającej Ją wyżerce. Stajemy przed gablotą. Na półkach pamiętających czasu Kazimierza Wielkiego, prezentują się wyroby na pierwszy rzut oka równie stare co truchło samego Kazika: tu czarne kwadratowe, tam jasne okrągło-plaskate, są też gumienno-wężowe i kulkowo-szorstkawe. Najwspanialsza-Z-Żon drżącym palcem wskazuje na szybę za którą leży coś przypominającego potomstwo krowiego placka i przeżutego chleba.
– Chcę takie dwa. To są Makrony. Chcę dwa Makrony!

Nie ogarniam kompletnie na kij Jej makarony, ale jak się upiera – niech będzie. Czekam cierpliwie bo wiem, że to nie koniec – zaraz będzie kolejna zachcianka gastronomiczna. Oczekując zamówienia, zerkam na prawą część straganu, gdzie swoje wątpliwe wdzięki prezentują elementy budowlane o strukturze ceglastej, z delikatnym czarno-mazistym glutem po jednej stronie. Spojrzenie moje dostrzega Najwspanialsza-Z-Żon i tłumaczy:
– to je Krajanka. Bier cztiry!

Ok, Krajanka i Makar… Makrony. Notuję w głowie. Jest jednak jedna rzecz, której jeszcze nie dostrzegliśmy, a na którą polujemy oboje. Są to Misie-Sraczusie!
– JEST! Leżą na półce – oznajmiam z dumą.

Szybko i sprawnie składam zamówienie na te wszelakie produkta jakości odwrotnie proporcjonalnej do ceny, płacę i znikamy ze strefy wrzasku Jamochłoniątek. Po drodze do samochodu pożeramy Makrony z Krajanką, której przyglądam się nieco dokładniej. Przełamuję jedno z ciastek by poszukać kawałka palca czy innej kończyny – wszak od czegoś nazwa “Krajanka” musiała się wziąć! Nie znajdując nic niepokojącego, wsadzam sobie w twarz całe ciastko, delektując się smakiem starości, stwardnienia, ulicznego kurzu i paznokcia sprzedawczyni.

W samochodzie czeka na nas deser: Misie Sraczusie. Produkt ten jest połączeniem czegoś jak opłatek lub wafel w kształcie misia, z czymś w rodzaju posłodzonej piany gaśniczej, upchanej pomiędzy dwa misiowe wafle. Moc wykonawcza Misia-Sraczusia jest niewymowna! Szczególnie w letnim okresie, gdy Misie z magiczną pianką w środku leżakują pół dnia na słońcu, w ich środku zachodzą przemiany chemiczne, efektu których nie jest w stanie udźwignąć nawet wygłodniały akademik Politechniki!

Zawsze się zastanawiałem będąc młodzieńcem, dlaczego po cmentarzu wszyscy tak szybko uciekają do domu? Odpowiedzią są Misie-Sraczusie: opóźnianie powrotu może grozić koniecznością postoju w lesie na niespodziewaną kupkę, a w brutalniejszych przypadkach – praniem tapicerki.

Przełknąwszy po ostatnim kęsie Sraczusiów, zerknęliśmy na siebie z Najwspanialszą-Z-Żon. Złowrogi bulgot w naszych trzewiach umocnił nas w przekonaniu, że pora wracać do domu.

Rozpoczął się wyścig z czasem…

Share

No cóż, bystrego, to i miło poczytać. A cmentarz z dzieciństwa faktycznie kojarzy mi się z żelkami i lizakami. Co tam odwiedziny u rodziny, szacun dla odejszłych. Te macalnie robione lizaki miały magiczną moc. Gratulacje odwagi konsumpcyjnej w wieku dojrzałym.

Wybacz natręctwo, przyznaję się bez bicia, najpierw zgrzeszyłam podglądaniem, a teraz wybrałam Twój blog do wyróżnienia. Proszę zajrzyj do mnie – czterołapka z Sunsilka