• "date": "27 stycznia, 2013"
  • "title": "Kutafon Pierdoła"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/01/kutafon-pierdola.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/8078312700626035663"

Każdy Prawdziwy Samiec wie, że nie należy opuszczać żadnej okazji na darmowe żarcie.
Nie ma znaczenia, czy to promocja w markecie, urodziny nielubianego członka rodziny, czy popijawa z okazji 400lecia nadania praw wiejskich miejscowości Wargowo Dolne.
Jest żarcie – trzeba żreć!

Ekstremalnie śmiertelnym grzechem byłoby zmarnować okazję, gdy pasza jeszcze w wersji ŻYWEJ, gwarantującej jego świeżość, pcha nam się w ramiona. Nie można zrobić nic innego, jak brać co los nam dał. Nawet, jeśli jest to tylko średnio przytomny gołąb przymarznięty w połowie do chodnika.

Tak oto trafił w nasze progi chwilowy gość. Poznajcie go, oto Kutafon Pierdoła:

Założenie było proste: przynoszę go do domu i zjadamy dziada. Opcja 2ga: jak będzie za chudy, to go rozmrozimy, odkarmimy i zjemy. Niestety Najwspanialsza-Z-Żon stwierdziła, że zjadać nikogo nie będziemy. Zamiast tego załadowała Kutafona w karton, siadła do Google i zaczęła szperać, czym to można odkarmić bydlę skrzydlate, zanim sprzeda mu się kilku kopów pod skrzydło na drogę.

Jak się okazało, nie dość, że bydlę jest anorektyczne w stopniu dyskwalifikującym go jako pasza, to w dodatku weterynarze zalecają po odkarmieniu takiego dziada przetrzymać zdechliznę do czasu nieco mniejszych mrozów.
I tak oto jesteśmy w dupie. Zeżreć się go nie da, a w dodatku będzie toto na naszym garnuszku, wyżerając moje ulubione pieczywo.
Dzień pierwszy kutafonowego pobytu u nas zakończył się bez ciekawszych wypadków. Gołąb owinął się wokół butelki z ciepłą wodą jak bereciara wokół kadzielnicy i poszedł w kimę.

Dzień 2:

Kutafon stwierdził, że on wszystko pierdoli i siedzieć w kartonie nie będzie. Po kilku solidnych glebach, wskoczył na skraj kartonu i rozejrzał się dookoła. Chyba nasze mieszkanie średnio mu odpowiada, bo pierwsze co zrobił to z wrażenia zwalił się z kartonu wprost pod łapy Merdatego, robiąc przy tym raban jakby się co najmniej trzecia wieża waliła. Merdaty powąchał inwalidę i zniesmaczony poszedł wylizać sobie pierdziawę.
Kutafon zrobił szybki przegląd mieszkania chowając się to tu, to tam, o skrzydłach chyba zapomniał. Nasze nadzieje, że bydlę odleci w swoją stronę nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości. Albo mu się tu podoba, albo jest świadom temperatury za oknem. Byle tylko bydlę swojej rodziny nam tu nie ściągnęło. Na wszelki wypadek zabieram z jego zasięgu telefon.
Kończy się dzień 2gi. Skrzydlaty nadal nic nie zjadł i nic nie pił. Mówiłem od razu, żeby go zjeść zanim wykituje. Ja truchła z recyclingu spożywać nie będę!

Dzień 3:

Od samego rana raban. Chce wyjść z kartonu. Albo nie, chce wejść do kartonu.
Wykopujemy dziada na środek pokoju. Skrzydlaty pierwsze co, to stara się zeżreć kawałek dywanu i dziwnie patrzy na psa. Zastanawiam się, czy nie planuje go spożyć.
Oczywiście okruszki podawane przez Najwspanialszą-Z-Żon są a-fe, lepsze kawałki paszy są pod łóżkiem. Wychodzi na to, że albo pająki miały imprezę z chipsami, albo ktoś tu tajniacko opierdzielił paczkę Laysów.
Najwspanialsza-Z-Żon dziwnie przemilcza temat.

Kutafon widać ma się naprawdę dobrze podejmujemy więc próbę podrzucenia go do stada innych kutafonów żerujących pod naszym oknem. Bydlę wystawione na parapet średnio interesuje się kolegami w dole, wręcz zdziwionym wzorkiem zdaje się skomentować warunki atmosferyczne:
– ja mam sfrunąć na ten zimy śnieg? NO CHYBA TY!

Dopiero okruszki na parapecie przywracają go do życia. Wygląda na to, że bydlakowi musi być zimno by zaczął żreć. Przetrzymujemy go 15 min za oknem, podczas których wrąbał trzecią część chleba. Pięknie, a pasztetową to ja będę musiał wciągać teraz ze starą bułką.

Niestety, coś jest nie tak jak powinno być z Kutafonowym licem. Pomijam oczywiście fakt, że jest brzydkie jak dupa szatana – to wiemy wszyscy.
Wygląda na to, że skrzydlaty nie potrafi sobie poradzić z większymi kawałkami jedzenia. Jakby siły w dziobie nie miał. Może dostał gdzieś w ryj pod karmnikiem? Z takim wyrazem dzioba, to faktycznie za samą twarz można zebrać liścia w lico…

Nie pozostaje zrobić nic innego, jak drobno trzeć chleb podawać mu pod sam dziób. Muszę sprawdzić, co zrobi z pieczywem startym na pył – może wciągnie nosem?
Gołąb nażarłszy się jak dzika świnia w kartoflisku stwierdził, że wystarczy tego wietrzenia dupy i pora wracać do domu.
No i wrócił. Do nas. No tak sobie siedzi w tym swoim kartonie….

Share

Może chcecie to latające cholerstwo z mojego balkonu, co? Bo mnie krew zalewa, jak znowu się przypałęta i zaczyna paskudzić na moje wyczyszczone kafle!
Kocham zwierzątka, karmię ptaki w zimie, ale gołębie dla mnie mogą zdychać.

Ja dwa lata temu miałam takiego gościa-tyle że jesienią 🙂 nie chciał się odczepić,był piękny,biały z brązową głową,chyba rasowy 🙂 zesrał parapet aż nie było białego miejsca i wtedy się dopiero wkurzyłam-przestał dostawać ziarna po chomiku i musiał sam sobie dać radę 🙂 za pół roku przyleciał z 3 szarymi gołębiami-chyba w odwiedziny,na dwa dni,i potem zniknęli…nawet tęsknię za nim trochę,mam jego fotki 🙂

No niestety nie. Pokazywałem mu sedes i tłumaczyłem po co to, ale chyba nie załapał, bo skasztanił się chwilę później na podłogę.
Gołąb nie łazi cały czas po domu, więc nie mamy obejsranego całego mieszkania.

"Merdaty powąchał inwalidę i zniesmaczony poszedł wylizać sobie pierdziawę."

Czuję podobnie za każdym razem jak widzę obsrańców. Nie żebym od razu chciał se podogonie wylizywać, ale nie lubię gadów (mimo, że prtaki). Pół godziny ganiałem to to po rynku i ani jeden nie pofrunął. Tylko biegają.

Każdy Prawdziwy Samiec nienawdzi tych pierzasto-wszędzie-srających-kulfonów. Każdy Prawdziwy Samiec gdy widzi na przedniej szybie swego samochodu dzieło odbytu tych niewychowanych i wrednych ptaszysk ma ochotę ukatrupić je wszystkie. Ja gdy toto widzę na drodze to wciskam gaz do podłogi licząc że latające gówno nie zdąży uciec.

pozdrawiam TYGRYS