19.07 urlop

Piątek. Godzina 14:30.
Do urlopu pozostało 30 minut.
Zamykam na chwilę oczy – wyobraźnia podsuwa mi smakowite obrazy: Najwspanialsza-Z-Żon wygrzewająca się na plaży w skąpym bikini, w mojej dłoni zimne piwko, obok cycate panienki grają w siatkówkę skaczą zgrabnie ku uciesze plażowiczów, słoneczko ogrzewa pysk, w lodóweczce turystycznej kolejne żubrowe konserwy czekają na to, bym je wziął w swe ręce, otworzył i ssał ich zawartość niczym niemowlak podpięty do cycka… A wieczorową porą tańca wokół ognisk na plaży, gdzie nie ma komarów… I wygodne materace czekające w namiocie na to, by zaciągnąć tam Najwspanialszą-Z-Żon i pokazać Jej kilka nowych pozycji w… kolekcji znaczków pocztowych.

Sobota rano.
Pierwszy dzień urlopu. Najwspanialsza-Z-Żon jeszcze pomrukuje coś przez sen wkręcona pod moją pachę. Ogarnia myślami plan dnia i jakoś nie odnajduję w tym wszystkim słoneczka. Plaży. Cycatych panienek od siatkówki. Jest za to ściana do rozkucia, instalacja do pociągnięcia, a jedyne na czym się położę w celach kopulacyjnych, to panele, z listwami do których pewnie będę się pierdolił pół dnia.

Kurwa, coś poszło nie tak, jak powinno.

*****

*****

Cytat dnia:

– Hej, a ty z żoną na Woodstock jedziesz? Bo to połowa rozrywki, a dwa razy tyle kasy przepierdolisz…

…to kto jeszcze chce mnie dobić?

Share