• "date": "1 lipca, 2014"
  • "title": "Pół żartem, pół serio: wygnij mnie, Maleńka!"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2014/07/po-zartem-po-serio-wygnij-mnie-malenka.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/4628141583946026785"

Jak to pewnego dnia stwierdził szaman kitlem zdobiony, nadeszła pora by palec wziąć i rozruszać bo: chyba się już zrosło – to raz. Dwa: wypadałoby leczenie zakończyć, a trzy – jakoś tak niereprezentacyjnie to wszystko wygląda z tymi siniakami, krwiakami, grudkami i zgrubieniami. Dostałem tym sposobem odpowiednie skierowanie na zabiegi, by nasza kochana służba zdrowia mogła przywrócić mnie do wersji w pełni sprawnej.
Nie wiedzieć czemu, lekarz zapomniał poinformować o jednym: najlepiej będzie od razu skierowanie skręcić w ciaśniutki rulonik, bowiem papier w tej formie najłatwiej wsadzić sobie w dupę. A tam właśnie można lokować wszelkie dokumenty mające sprawić, że odprowadzane przez lata składki na ubezpieczenie zdrowotne zamienią się w czyn – znaczy się rehabilitację.

Po milionie telefonów do wszystkich okolicznych placówek zdrowia, poddaję się. Wykręcam numer znajomego…
– Cześć. Nadal robisz jako rehabilitant tam gdzie robiłeś?
– Tak.
– Można u Was robić krio i ćwiczenia prywatnie?
– Tak, wpadaj w poniedziałek po pracy.

Lżejszy o solidny kawał grosza  wpadam kilka dni później do ośrodka, w którym sinozielony szpon ma zostać przekształcony w działające zwieńczenie kończyny chwytnej lewej. Wchodzę. Jakimś magicznym sposobem miejsce nie ciągnie średniowieczem, nawet nie PRL`em. Mało tego: jest nawet miło: tu kanapy, tam telewizor, obok rejestracja a w rejestracji… oooooooo, Maleńka, dałbym Ci powyginać niejedną kończynę…
Podchodzę krokiem samczym do lady, pusząc się niczym kogut na widok nowej kury w stadzie. Rzucam okiem na wplątane w kitle pracownice, wybieram tą, która ma największe… najwięcej miejsca na przyczepienie tabliczki z imieniem, po czym zalotnie obniżając głos przemawiam:
– dzień dobry, moje nazwisko xyz, jestem umówiony dziś na zabiegi.
Niewiasta pochyla się nad zapiskami, ale jak się pochyyyyla… ocieram szybko ślinę skapującą z ust i czekam na moment, gdy któraś z łań rehabilitacyjnych zabierze mnie do pokoiku by zziębić me rozpalone ciało, by złapać kończynę tą i tamtą, by pociągnąć, pomasować i pomiziać na koniec, a może nawet jeśli będę grzeczny to pozwoli mi na…
– zaraz przyjdzie do pana rehabilitant – przerywa potok myśli recepcjonistka.

Rehabilitant? No nic, przyjdzie kolega, pewnie pogadamy chwilę, po czym pośle mnie do którejś z dziewczyn, za parawanik, hue hue hue.

– O, cześć! – słyszę głos znajomego – dawaj za mną, zaczynamy od razu!
No zaraz zaraz, jak to zaczynamy? Znaczy się Ty i ja? Dwóch facetów wyginających sobie końcówki? No nie no, a nie dałoby się żeby jednak żeby któraś z koleżanek czy coś?

Trafiamy za parawanik. Ja po prawej na kozetce, rehabilitant po lewej, obok nas wielka maszyna przypominająca przerośnięty odkurzacz. Ale rura jaka… normalnie tym jakby possał, to wysiorbłoby nawet kręgosłup! Daję grzecznie łapsko, rura zamiast ssać – zaczyna pluć jakimś zimnym dziadostwem. Zapytuję nieśmiało:

– Ty będziesz mi robił ćwiczenia?
– Tak, ja.

Zerkam z żalem w stronę parawanu, za którym przechadza się ta od dużych… dużego miejsca na tabliczkę. Nic to, mam być zdrowy, to muszę pocierpieć. Ale może w sumie nie będzie źle: teraz ta dmuchawa z zimnem, później może jakaś fajeczka, obok jest biedronka to może by po jakieś piwko skoczyć, winko ewentualnie to i może koleżanka by się jakaś przysiadła…

– …ożesz ty barbarzyńco w trzecie oko chędożony – prawie pada z mych ust pięć minut później.
Dziad jeden zakłamany kolega jego mać, zamiast przekazać mnie pod czułe skrzydła niewiast rehabilitacyjnych, dociska swoją lewicą moją dłoń do kozetki, a prawa robi coś, co stopniem bolesności przywodzi na myśl wyrywanie zębów przez odbyt…
– to tak ma być, że on tak dziwnie wygląda i boli? – pytam zaniepokojony.
– nie, boleć to dopiero będzie gdy zrobię – o tak…
– … iiiiiiik…. o… kurwa…

Zdawać by się mogło, że mały palec to tak niewiele znacząca część organizmu. Wydawać się też może, że męska solidarność jednoznacznie określa pewne zachowania, jak np podsyłanie sobie koleżanek z pracy, czy załatwianie rehabilitacji u tych bardziej wyposa… wykształconych. Ale kutfa nie. Nie tym razem.
Zdrada powiadam, zdrada pełną gębą!
Zamiast rehabilitacyjnej sielanki – ból i cierpienie. Zamiast smukłych, niewieścich dłoni – sadystyczne męskie łapska. Strach pomyśleć co kto i w czym by mi wyginał, gdyby chodziło o kość ogonową!
Auć…

Share