Króliczek

W życiu nie chodzi o to, by złapać króliczka. Chodzi o to by go gonić.
Do tej myśli wrócimy trochę później, a teraz zajmijmy się tematem właściwym.

Blog 30latka i świerzbiące palce to złe połączenia. Tzn. dobre o ile świerzb nie jest efektem pchania paluchów w miejsca przywodzące na myśli kiszonego śledzia. Ale nawet ten bezśledziowy świerzb potrafi być trudny i irytujący. Irytujący, bo się chce, trudny, bo nie ma gdzie. Coś jak za czasów mieszkania z rodzicami, gdy było z kim, ale lokalizacji brakowało.

Jakoś ostatnie… 3 lata(?) nie składało mi się do pisania, do klasycznego rzygania palcami w klawiaturę. O ile jeszcze dość intensywnie działałem sobie z czarnodziurzem, tak 30latek zmarł. Ostatni rok to szczególna posucha: jaskiń prawie zero, coraz bardziej dociskająca do gleby świadomość czwartek dekady, do tego sporo zmian w życiu i dziesiątki innych wymówek.

“Kiedyś jak chłop pierdnął to aż mu jaja zafurgotały, a teraz weźmie espumisan i po problemie”. Podobnie z tym moim “pisaniem”. Sam nie wiem, jakieś wielomiesięczne zatwardzenie, czy ki pies…

Koniec końców szlag człowieka trafił, szuflada wypchana mniej lub jeszcze mniej wartościowymi zapiskami prawie się urwała, łeb napęczniał od niezapisanych dowód na to to, że facet nigdy nie dojrzewa. Siadłem do klawiatury, przeglądnąłem swoje lokalizacje netowe i jak nie patrzeć – trzydziestolatek nadal wydaje się najodpowiedniejszym miejscem na zostawienia śladów po umyśle równie wybitnym, co skromnym.

No i znów tu jestem.
Miałem coś o króliczku napisać…

Z tym króliczkiem to jest tak, że nie chodzi o to by go złapać, ale by go gonić. Nie, nie mam tu na myśli uganiania się za dziewczynkami przy kontenerach za przedszkolem ani polowania sikawką na Marianki. Chodzi tu chyba o to, by przeżywać coś, co się dzieje w danym momencie bez względu na to, jakie będzie zakończenie – nawet jeśli zapowiada się na szybkie i żałosne.
Żeby nie było – o seksie też teraz nie pisałem.

Po prostu sam proces pisania dawał mi zawsze tak dużo satysfakcji, że w zasadzie nie liczyło się to, jaki będzie odbiór tego, co mi wyszło spod pazurów. A to, że swego czasu sporo osób mnie czytało… tak bywa. Efekt uboczny. Przyjemny, ale jedynie efekt uboczny.

O co jeszcze chodzi z tym królikiem?
Hm. Naszła mnie ostatnio jedna myśl, chyba taka z tych ważniejszych: człowiek piszący rejestruje coś ważnego, co przeżył. Jeśli coś przeżył, to musiał w czymś uczestniczyć. Jeśli uczestniczył to znaczy, że był czymś więcej niż tylko przemijaniem na kanapie. A nawet jeśli otacza człowieka tylko i wyłącznie codzienność, to już sam fakt dostrzegania w niej wydarzeń godnych opisania sprawia, że uczestnictwo w niej jest czymś więcej niż pasywnym tyciem i czekaniem na śmierć.

I to jest chyba najważniejsza myśl na dzisiaj.

*****

Nie wiem, jak się ogarnąć z tym 30latkiem. W zasadzie przez te 10 lat sporo się zmieniło, nawet bardzo sporo. Przeszedłem przez kilka różnych światów, których w zasadzie nie powinno się mieszać, które nie powinny się przenikać.
Ale…
Co to kulson jest, świat ma mi mówić, gdzie, co w jakim miejscu mam układać i co gdzie należy zakwalifikować? Po co nakładać sobie na łeb założenia, że wtedy to było wtedy a teraz jest teraz i to już inne teraz niż tamto wtedy? Przecież tu tak naprawdę chodzi o mnie, prawda?

Pora odkopać niepublikowane zapiski.
Jeśli będzie fanie, to zostanę tu na dłużej.

*****

– W jaki sposób lekarz mnie zbada, skoro jestem w maseczce? Mam ją jakoś zdjąć?
– Zdejmij spodnie i bieliznę, lekarz poświeci mocną latarką od strony dupy i na maseczce od środka pojawi się cień tego, co masz w ustach.

…może jeszcze jednak nie wyszedłem z formy tak bardzo, jak może się wydawać?

Share