• "date": "9 lutego, 2021"
  • "title": "Zima."

Tegoroczna zima ma w sobie coś wyjątkowego. Jest prawdziwą Zimą Nad Zimami, Przeglądem Zim. Mieliśmy zimę z marznącą pluchą, była zima mroźna i sucha. Biała i puszysta została wyparta przez ciepłą i słoneczną, a teraz mamy suchą i mroźną.
Prawdę powiedziawszy, podchodząc rano pierwszy raz do okna, nie wiem co mnie za nim czeka. Tak, istnieją prognozy pogody, ostrzeżenia przed tym, że zimową porą pada (o zgrozo!) śnieg, ale wszystko to wydaje się jedynie clickbaitowym nagłówkiem, któremu ufam mniej, niż samemu sobie, gdy w zasięgu mojego ryja znajduje się serniczek.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio oddech bolał, nie przypominam sobie chwil, w których człowiek starał się chwytać powietrze przez szalik, by nie palić płuc gryzącym mrozem. Chyba nawet najbardziej ekstremalnym zimowym przejściom w tatrzańskich dziurach, nie towarzyszyły takie sytuacje.

A tymczasem staje się rzecz dziwna: ochrona przed zimnem to za mało.
Teraz trzeba się przed nim bronić.

Podoba mi się.

***** ***

Chłód przemarzniętych ud i wizyty w wannie przywołały wspomnienia z dzieciństwa. Przypomniały, że w odpowiednich warunkach, późna kąpiel ma w sobie coś… charakterystycznego. Ciut magicznego, ciut męczącego, a jednocześnie równie irytującego, co pięknego: moment, w którym umęczony człowiek, mający ze zmęczenia piach pod powiekami, wchodzi do ciepłej wody. Wyeksploatowane ciało cieszy się na wizytę w cieczy, wszak jest brudne i zmęczone, a jednocześnie wyraźnie sygnalizuje chwiejącemu się mózgowi szokującą różnicę pomiędzy temperaturą wody i powietrza. Nie jest istotna to, jak ciepło jest w domu, zawsze poza wanną będzie zimniej niż w wodzie. I to jest przyjemne. I to jest tragiczne, bo należy pracować nad doprowadzeniem się do porządku. I pojawia się pokusa rozciągnięcia się w wodzie, przymknięcia oczu, lecz oddala ona wizję ciepłego łóżka, więc wbrew sobie dłoń chwyta gąbkę. Wszystko jest na granicy snu, jawy, odłączenia świadomości, przeplata się z pluskiem wody, ziewaniem i zapachem mydła.

Jedno z moich wcześniejszych wspomnień: wieki temu nie mieliśmy łazienki w domu, więc jako mały dzieciak myłem się w misce ustawionej przy piecu.
Będąc dzieckiem zmęczonym całym dniem takiej czy innej aktywności, leciałem na twarz, a jednocześnie z rozkoszą zanurzałem się w wiecznie za małej wanience. Bombardowały mnie temperatury: chłodniejszego, gryzącego skórę powietrza, buchającego z pieca gorąca, przyjemnego ciepła wody. Prawdziwa karuzela temperaturowa, w środku której byłem ja, rozszarpywany jednocześnie w trzy strony: ciepłej wody, żaru bijącego od pieca i wizji ciepłego łóżka. O ile wizja może być ciepła.

Błądząc wspomnieniami wokół plastikowej, za małej wanienki, pieca w kuchni i zimnego gumolitu na podłodze, trafiłem na kolejne wspomnienie: dotyk pościeli, gdy w końcu udało mi się wydostać z macek ręcznika. Porozciągana pidżama, kołdra oplatająca stopy w ramach zabezpieczenia przed potworami spod łóżka i guziki wbijające się w twarz, bo jakkolwiek by kołdry nie ułożyć, to zawsze jakimś magicznym sposobem guziki lądowały na twarzy.

I sen.
Tak długo, aż człowiek się wyśpi.

Wyśpi.
To dopiero była magia.

Share