• "date": "27 czerwca, 2021"
  • "title": "Sztuka adaptacji"

Poza popiołem i stertą mniejszych drobin kości, po człowieku zostaje jeszcze wielka kupa kabli i wtyczek. Odzianych w gumę elementów sprawiających, że informacja zaklęta w impulsy elektryczne może trafić z urządzenia A do urządzenia B, które przetworzy ją na potrzeby urządzenia C. Oczywiście możemy ograniczać liczbę kabli, lecz nie zmniejsza to przepływu danych pomiędzy sprzętem, bez którego jaskiniowiec spokojnie dawał sobie radę. No, tyle, że czasami umarł trochę szybciej, gdy zabił go tygrys, infekcja czy sąsiad z lepianki obok.

Nosimy za sobą narzędzia, budując z nich środowisko, w którym wykonujemy swoją pracę. Czasami okazuje się, że lokalizacja, w której wszystko dzieje się, lub ma się dziać, jest kwestią drugorzędną. Istotniejsze jest takie a nie inne ułożenie klawiatury, monitora, notesu, czy wydrukowanej ściągi ze szczegółami zlecenia. A jakakolwiek zmiana ułożenia któregokolwiek elementu w owym ekosystemie, może zniszczyć od podstaw świat stworzony do tworzenia kolejnych światów.

Wydawało mi się kiedyś, że mając w dłoni laptopa, jestem w stanie siąść gdziekolwiek i działać bez względu na otoczenie. W zasadzie jedynym wspomaganiem były słuchawki i coś do picia. Dziś, poza klawiaturą pod palcami i pustką pomiędzy moją twarzą a ekranem, odpowiednie wymagania musi spełniać także przestrzeń wokół. Tworząc coraz bardziej złożone struktury, roszczę sobie prawa do większej ilości warunków, które muszą być spełnione. Muszę czuć się dobrze z każdym kablem, wtyczką, kartką i chusteczką, które znajdują się obok. Poza światem stworzonym gdzieś w środku łba, muszę mieć odpowiednio przygotowany świat wokół. Ten drugi nie zaistnieje bez tego pierwszego. Ewentualnie będzie powstawał w takich mękach, że przyjemność z tworzenia nowych rzeczy, będzie… praktycznie zerowa.

W kolejce czekają dwa spore projekty. By je ruszyć, muszę najpierw stworzyć warunki do ich powstawania. Wykroić w czasoprzestrzeni kawałek świata, który będzie poświęcony wyłącznie ich budowie, rozwojowi, istnieniu.

Ciężko to zrobić w chwili, gdy po roku(?) trzeba upchać okiełznaną już, nową rzeczywistość, zapakować ją w torby i zawieźć w miejsce, gdzie trzeba będzie budować otoczenie praktycznie od zera.

Nie wiem, czy stałem się wybredny z wiekiem, czy tworzę rzeczy, które faktycznie mają prawo wymagać czegoś więcej od warunków, w których się rodzą. A może metryka sprawia, że moje umiejętności adaptacyjne są po prostu… mniejsze?

…a może mam świadomość, że mogę zrobić coś lepszego, mocniejszego, tylko wymaga to niestety nieco mocniejszej modyfikacji otoczenia, która pozwoli tak się odbić od rzeczywistości, by wystarczająco głęboko zanurkować w kreowany twór?

Share