• "date": "9 czerwca, 2022"
  • "title": "Trzy i pół świata"

Warszawa śmierdzi. Na pierwszy rzut oka i nosa zlana duszącymi perfumami, walczącymi między sobą woniami, aromatami, swądem palonego piżma, wyciągu z dupy węża i kwiatów lotosu, a w rzeczywistości śmierdząca jak sracz na dworcu Łódź Kaliska w połowie lat osiemdziesiątych.
Wszystko jest na grubo przykryte łuszczącą się warstwą podkładu i pudru, pod którą kryją się mordy i dusze równie obrzydliwie nienawidzące świata, jak i samych siebie. Wszystko jest lepkie, zabiegane, ometkowane i wycenione.
I nikt nie zwalnia. Wszystko jest w ciągłym biegu, wszystko goni lub ucieka, szuka lub unika, wieczna przewalanka pośpiechu za pieniądzem i ucieczki przed śmiercią.
I wszechobecny smród: mokrych szmat pod aromatem świeżo palonej kawy, zwietrzałych wafli pod słodką wonią lodów domowych, przepoconych skarpet w butach za połowę mojej wypłaty.
I nie można się uśmiechnąć nawet do siebie. Wygląda na to, że za taki występek grozi przynajmniej wp1erdol.
Mordor zdecydowanie źle na mnie działa.

Więc staram się tego nie dostrzegać, siedzę, obserwuję, szukam jasności w półmroku. I odkrywam trzy i pół świata: gdzieś pod naszym, jest kolejny: świeżo zwymiotowana przez ciąg wydarzeń i zaburzeń nowa rzeczywistość, przepełniona Lexusami, niebieskim i żółtym i walającymi się na hotelowym korytarzu walizami ze znaczkiem krokodylka. I jeszcze jeden świat, też migracyjny, ale pozbawiony krokodylka, Leksusika, obrany z posiadania, karmiący się resztkami nadziei na to, że kiedyś wszystko wróci do normy. Że nie trzeba będzie sprzątać krokodylków z korytarza i znosić ich do Lexusa, że będzie można myć okna we własnym, bezpiecznym domu, a ścielenie łóżek po rozpuszczonych gnojakach stanie się prozą życia z własnymi gnojakami, a nie sposobem na przeżycie gdzieś za Wisłą.
Pod naszym światem spotkały się kolejne światy dwa: biedny i bogaty, mający jeszcze zasoby i o zasoby walczący. I jednakowo każdy z nich obrzygany konsekwencjami istnienia jednego, chorego umysłu.

Tylko dzieciaki nieświadome końca świata ich rodziców, biegają beztrosko hotelowymi korytarzami. I nawet nie ma wtedy znaczenia, kto ma krokodylka, kto nie ma Lexusa.

Mordor mi nie służy.
I brakuje starych ludzi, jakby wyemigrowali z tej ciągłej gonitwy, albo zostali przez nią starci z powierzchni ziemi.

Pora wpaść na Pragę, zobaczyć normalnych ludzi.

Share