Raz a dobrze muszę sobie wbić do łba, że Jaskinia Świniuszka nie znajduje się w okolicach “dna” Wąwozu Świniuszka, ale o wiele wyżej. Ruszając od skrzyżowania Wiejskiej z Kluczewską, należy udać się na lewo, zgodnie ze wskazaniem poziomic na mapie Locusa. Dojście do Świniuszki to przejście przez ulicę, przejście przez wąwóz, a następnie kierunek w lewo i do góry – jakby “poziom wyżej” od krawędzi wąwozu.

O tym muszę pamiętać i tyle. O.

No to teraz tradycyjny, jaskiniowy bełkot niedzielnego Samca Alfa. A w zasadzie piątkowego, bo Świniuszka wraz z przyległościami (czytaj: Jaskinia w Rodakach i Jaskinia Niska w Świniuszce) były naszym celem na piątek. Po pracy zwinęliśmy się w stronę Jury, gdzie pierwszy raz w tym gronie schodziliśmy pod ziemię.
Może się zmieniać ekipa, mogą się zmieniać ilości lat na karku, ale jedno pozostaje niezmienne: stwierdzenie “kuźwa, gdzie się schowała ta dziura?!”.

Na znalezienie Świniuszki straciliśmy jakieś 20 minut, w trakcie których w akcie desperacji cisnąłem się w każdy większy napotkany otwór. Prawdę pisząc, to wciskałem się tylko w jedną dziurę, która okazała się totalnym pudłem, ale podnieśmy trochę stopień dramatyzmu opisówki.

Szczęśliwie nie zżarł mnie żaden szop, bóbr, czy inny kojot i w końcu znaleźliśmy upragnioną dziurę.

Nie był to pierwszy raz, gdy Jaskinia na Świniuszce gościła moje dupsko. Kilka lat wcześniej już borowałem w tej dziurze, jednak ze wspomnień jej dotyczącej uchowało się jedynie to, że niewiasta będąca z nami na tym wypadzie zapomniała gumowców, więc przeszła Świniuszkę w moich za dużych o kilka rozmiarów glanach.
Jednym słowem – w piątek miałem okazję poznać jaskinię na nowo.

Dzień dobry Pani Jaskinio.

Nie chcąc tłuc tematu kontuzji itd. wspomnę tylko, że była to pierwsza “linówka” od czasu naprawy kolana. Bohaterski staw nie robił problemu w trakcie wizyty pod ziemią, więc możemy definitywnie zamknąć jego temat na tym blogu.

Świniuszka…

Jedno jest pewne: to jest bardzo niedoceniana jaskinia. Nie jest w żaden sposób ekstremalnie wymagająca (jak na standardy Jury), ale można tu znaleźć po odrobinie z każdego podziemnego elementu: można powisieć na linie, pozapierać, poczołgać. Wszystko to w wersji instant i całość można zrobić w max 40 minut, ale układ salek, pionów i przepinek sprawia, że w Świniuszce łatwo mieć na oku nowicjusza wiążącego supeł na kurzą dupkę gdzieś pod stropem.

Jedno muszę przyznać: niesamowicie przyjemnie było wypić zeroprocentowego browara przy dnie jaskini, dobrze było zaklinować się dupskiem pośród kamieni (oczywiście to wina szpeju i zwężających się dziur).

Tęskniłem, zdecydowałem tęskniłem za dziurami.
Może jeszcze z jeden, dwa wypady na Jurę i zacznie mnie jeszcze bardziej ciągnąć w Tatry. Tylko najpierw będzie trzeba spisać testament, bo o ile ciasną dziurę da się trochę oszukać wypierdzeniem się przed jej zdobyciem, tak PESEL już nie da się nabrać na tego typu manewry.

Oczywiście z planowanych otworów na ten dzień zrobiliśmy tylko jeden: Świniuszkę. Jakimś magicznym sposobem zeszło nam w niej tyle czasu, że po wyjściu zastaliśmy już tylko ciemność i krwiożercze komary. Ani jedno, ani drugie nie nakłaniało do plątania się po lesie, w którym nawet za dnia mieliśmy problem ze znalezieniem otworu bohaterki tego wpisu.

Reasumujując:

Jaskinia na Świniuszce – zrobiona!
Jaskinia w Rodakach i Jaskinia Niska w Świniuszce? No to chyba następnym razem, nie?

 

Share