• "date": "30 sierpnia, 2022"
  • "title": "Linia horyzontu"

Z horyzontem jest tak, że lepiej jest, gdy istnieje, chyba, że lepiej jest, jeśli nie istnieje. A w zasadzie lepiej, jeśli istnieje, ale nie ten jeden z dwóch, tylko ten trzeci. Oczywiście przy założeniu, że akurat chodzi o trzeci, a nie ten drugi, który może zostać wyparty przez pozostałe dwa.

Bo jeśli horyzont topograficzny zamyka przestrzeń i zabija horyzont prawdziwy, zaś horyzont astronomiczny potrafi kastrować topograficzny, to czy można powiedzieć, że kiedykolwiek którakolwiek linia horyzontu jest optymalna, jeśli zawsze znajdzie się uzasadniony powód do narzekania?

Jakie znaczenie ma to, co jest w oddali, co wypełnia przestrzeń uzasadniając istnienie horyzontu? Co go podkreśla, a czasem i zasłania? Dlaczego przestrzeń uniezasadnia samą siebie, napędzając swoje postrzeganie wewnętrznym konfliktem, wiecznym starciem pomiędzy tym, co zielone, niebieskie, żółte i niszczycielskie?

A wszystko to niezmiennie nienamacalne. Zupełnie, jakby ktoś na złość nam odebrał zmysł dotyku zawarty w zmyśle wzroku? Jak mamy poznać świat, skoro oddala się o krok z każdym krokiem poczynionym w kierunku zrozumienia jego istoty?

I jak mam się czuć wypełniony zachwytem, gdy chwytające pięknem za wzrok, żółte liście, są zapowiedzią śmierci i niebytu aż do wiosny?

Najważniejsze, że w tym roku nauczyłem się dotykać zieleń.

Tymczasem minął kolejny miesiąc. Za oknem pojawił się nowy widok, zamiast kurnika i srających kaczek, jest srający bażant. Podobno zimą zdarzają się dzikie świnie i sarny. Reszty jeszcze nie wiem.
A nawet gdybym wiedział, czy miałoby to jakieś znaczenie?

Tylko te cienie coraz dłuższe.
I szybciej robi się ciemno.

Share