• "date": "31 sierpnia, 2022"
  • "title": "Landszaftowy sierpień"

Wieczór. Chłód gryzie skórę opalonych ramion, wdziera się za koszulkę, kąsa po łydkach.

Na polach pachnie zimną wilgocią wychodzącą spod ziemi i żalem za końcem lata. I nadzieją na nowy rok. I nadzieją na nowe kartki pachnącego, czystego papieru.

I kark coraz mniej piecze od przysmażenia słońcem i znów nie będzie można siedzieć na dworze do północy, a później grać w Diablo do 3 nad ranem.

Nie będzie postanowień, że w tym roku z nauką to tak trochę bardziej. Rozdrapane bąble nie zagrożą opaleniźnie, którą jakoś uda się dostarczyć do szkoły. Nowe buty nie zastąpią tych zajechanych przez wakacje.

W końcu zdechnie nadzieja na wielką wakacyjną miłość, by z czasem zrobić miejsce zażenowaniu, gdy człowiek zrozumie, że jednak była, tylko jakoś się nie zauważyło.

Gorące deski malowanej na ciemno ławki nie poparzą już dupska, rano pod stopami będzie beton zamiast trawy, a rytm upływającego czasu odmierzy program TV informujący o aktualnym dniu tygodnia za pomocą X-files, PSI, czy Czytała Krystyna Czubówna.

Pozostaje jedynie pooglądać sobie artykuły piśmiennicze na wystawce z biedrowymi promocjami, no i może kupno kolejnego automatycznego ołówka, bo te poprzednie to jakoś tak nie bardzo.

Smutek i radość, powroty i Wielkie Otwarcia kolejnych rozdziałów czasów, które nieubłagalnie minęły.

Najlepsze jest to, że nie było się czego bać.

I niby dorosłem, a nadal bawię się klockami. Takimi za 1,5 miliona zł.

Share