• "date": "12 lipca, 2011"
  • "title": "Najwspanialsza-Z-Żon ma ptaka."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2011/07/najwspanialsza-z-zon-ma-ptaka.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/3092245880585556095"

Co może przywieźć Najwspanialsza-Z-Żon z 3dniowego wyjazdy bez męża?

– pamiątkę?
– prezent?
– ciążę? (niepokalane poczęcie zapewne)
– chlamydię?
Otóż nie. Najwspanialsza-Z-Żon przytargała do domu ptaka. I przynajmniej nikogo nie wykastrowała…
Piekło zaczęło się któregoś weekendowego dnia, gdy dowiedziałem się od Najwspanialszej-Z-Żon, że mamy nowe zwierzę – bliżej nieokreślone pisklę maści łysej. Byłem święcie przekonany, że to żart, jednak gdy dostałem wytyczne pt. ‘idź do sklepu i kup miękkie robale, by ptak miał co jeść’ – zrozumiałem, że jestem w dupie. Wyobraźcie sobie moją radość i chęć do życia, kiedy to po radosnym meczu, zamiast kulturalnie zwalić się do łóżka musiałem ruszyć w stronę centrum handlowego po – za przeproszeniem – glizdy dla Żony.
Oczywiście życie nie może być za łatwe – glizda to nie tylko glizda jako glizda, ale można mieć do czynienia z glizdą ziemną, zbożową, drewnożerną, a także glizdą mrożoną, żywą, martwą, latającą, pływającą, brakuje tylko kurwa stepujących i rymujących.
Zakupiłem glizdy sztuk 10 (kurwa, 15 zł to kosztowało!) i czekałem niecierpliwie na powrót Najwspanialszej-Z-Żon.
Kilka godzin później wspomniana (Żona, nie glizda) pojawiła się w domu niosąc w pudełku coś, co piszczało, trzeszczało, skrzeczało i ogólnie doprowadzało kota do szału. Kot poinformowany butem, że to nie dla niego odpuścił, zaś Najwspanialsza-Z-Żon zabrała się za karmienie dziobatego wspomnianymi wcześniej glizdami…
Dzień 1
Czesław (tak został nazwany ptak przez Najwspanialszą-Z-Żon – wszak żre muchy) wylądował tymczasowo na mojej dłoni. Najwspanialsza-Z-Żon wzięła się za mordowanie robaka.
Po około 10 minutach słyszę za plecami płaczliwe…
– …bo ja to nie potrafię go zabić, nie mam sumieniaaaaaaaaaaa… buuuuuuuuu…
Zerkam w miejsce, gdzie robak miał dokonać żywota, a tam glizda leży radośnie z ledwie rozbitą głową…
Bądź tu mądry i pisz wiersze… Na medycynie się nie znam, szwów mu nie założę, trzeba gadzinę dobić, niech się nie męczy. Tu Najwspanialsza-Z-Żon bez mała uderzyła w bek, oddaliła się z Czesławem w dłoni by ronić łzy rozpaczy w czasie, gdy ja – jako jedyny prawdziwy samiec w domu – dekapiluję robala.
Oczywiście okazało się, że robal ma za twardy grzbiet, trzeba więc wycisnąć z niego środek. W zasadzie miałem już zaproponować Najwspanialszej-Z-Żon, by wyssała zawartość pancerzyka i podała ją Czesławowi w systemie usta-dziobek, jednak za dużo w zasięgu Jej ręki leżało ostrych narzędzi, bym się narażać…
Nakarmiony wyciśniętym flaczkiem Czesław nie poczekał nawet na przeniesienie do prowizorycznego gniazda – odpadł 3 sekundy po ostatnim kęsie robala.

Dzień 2

Małe bydlę jest z pewnością samcem i z pewnością myśli, że jest w męskim raju: głównie żre, pije, śpi, a do tego co chwilę ma przed sobą dekolt większy niż on sam. Nic, tylko zamieniać się w Czesława.
Pech chciał, że to właśnie mnie po pracy przypada opieka nad dziobatym. Ten pierwsze co robi, to próbuje spożyć moją dłoń.

Kilka minut później, gdy już stwierdza, że dość się najadł, napił, dzieli się ze mną swoimi największymi sekretami z samego wnętrza. Się znaczy, że nasrał mi na dłoń.
Wdzięczność – to podstawa.
Na deser -wczorajsze, wieczorne karmienie w wykonaniu Najwspanialszej-Z-Żon:

Wyraźnie widać, że mały zboczeniec gapi się na Jej cycki! Ale co poradzić… Nie pierwszy raz przyszło zbawiać świat…
cdn.
Share