• "date": "18 lipca, 2011"
  • "title": "Ser (nie)pleśniowy."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2011/07/ser-nieplesniowy.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/7362799735757236159"
Idąc do rodziców widzę na słupie ogłoszenie: “zaginęły szczeniaki rottweilera, sztuk 6”. Ogłoszenie jak ogłoszenie, przyjąłem do wiadomości, idę dalej. Mam już wchodzić do bloku gdzie mieszkają rodzice, gdy nagle ni mniej ni więcej, widzę jak coś czarnego przemyka mi pod nogami z jednej dziury pod schodami w drugą. Zaskoczony chwytam jedną z czarnych kulek i widzę zaspanego szczeniaczka zerkającego na mnie zaciekawionym wzrokiem.
Stoimy tak chwilę, ja gapię się na niego, on na mnie. Musi być głodny – myślę, wyciągam więc z kieszeni snickersa i podaję psu. Ten bierze ode mnie batonik, otwiera go i zaczyna zajadać ze smakiem. Na jego czarnej mordce widać błogi uśmiech.
Stawiam zadowolonego z życia szczeniaka na ziemi i zerkam do dziury pod schodami. Oczywiście widzę pozostałe 5 szczeniaków… Wsuwam się do nory głębiej, rozglądam się, widzę opiekuna psiaków: na sklepieniu psiej nory siedzi 30centymetrowy pająk z niebieskimi oczami na długich czułkach, patykowatymi nogami i wielkim, żółtym odwłokiem. Przepraszam pająka za to, że przeszkadzam i informuję go jednocześnie, że na chwilę zabieram jednego ze szczeniaków. Oczywiście pająk nie ma nic przeciwko, sygnalizuje czułkami, że nadal będzie się opiekować resztą psiaków.
Ruszam ze szczeniakiem by dać znać właścicielom psów, że wszystko jest ok i można je odebrać od pająka pod schodami. Niestety nie udaje mi się dotrzeć do celu – a to z powodu bomby w rozdzielni prądu. Jakaś mała akcja dywersyjna, czy coś. Muszę więc ze szczeniakiem w dłoni poszukać klucza francuskiego, by jeszcze przed wybuchem naprawić bramę wjazdową na terenie gazowni. Gdy w końcu udaje nam się znaleźć klucz, słyszę śpiew Dolly Parton mówiący mi, że Jolene musi już wstawać do pracy..
…zrywam się z łóżka, wyłączam budzik w telefonie. Starym zwyczajem powinienem się przeciągnąć i podrapać po jajach, jednak tym razem siedzę jak słup soli. Rozglądam się zdezorientowany dookoła. Pod oknem śpi pies. Obok rozwalił się kot. Po lewicy Najwspanialsza-Z-Żon wystylizowała swoją pozycję spania na połączenie swastyki i paragrafu. Kot nagle zerka na mnie. Już mam go zapytać, czy też rozmawiał z pająkiem na temat szczeniaków, jednak w porą gryzę się w język. Niech nie myśli bydlę miałkate, że już całkiem wali mi na dekiel.
Biorąc prysznic kilka minut później dochodzę do wniosku, że ser pleśniowy, który wczoraj znalazłem w lodówce i pożarłem na kolację, nie był serem pleśniowym…
Share