Niedzielnie popołudnie. Pomimo, że w planach była Jaskinia Wierzchowska, lądujemy pod Jaskinią Nietoperzową. Dołączamy do niewielkiej grupki turystów i grzecznie czekamy na przewodnika, który otworzy przed nami wejście do podziemnego świata.

Jaskinia Nietoperzowa. Płaska, z idealnie wyrównanym spągiem, po którym można nawet prowadzić wózek. Dziurwa, do której wejście leży może 200 metrów od parkingu. Idealny obiekt na wycieczkę z dzieciakiem, babcią, czy osobą, która chce zobaczyć jaskinię, ale nie jest zainteresowana przepychaniem tyłka przez błoto i zaciski. 

Pojawia się przewodnik, otwiera kratę, zanurzamy się w dziurze. Nie, ta jaskinia nie pachnie jaskinią, nie zionie w twarz podziemiem. Jest jak na Jurę wysoka, szeroka… obszerna? To taka trochę wyrobiona w każdą stronę znajoma z osiedla, której rodzicom się nie przedstawi, no ale w trakcie posuchy to wiadomo: na bezrybiu i rak ryba.

Czy Jaskinia Nietoperzowa jest w jakikolwiek sposób interesująca? Plan na ulotkach temu przeczy, natomiast w samej dziurze (i w słowach przewodnika) można odnaleźć kilka miejsc, które mogłyby wymagać założenia kombinezonu i przeborowania nosem w dziurze lub dziwnym kominie nad głową. Niestety wspomniane miejsca są niedostępne – nie pomaga nawet karta.

Sam do końca nie wiem, co sądzić o tej dziurze. Z pewnością wielką radochę musiała dawać w chwili, gdy były prowadzone w niej prace wykopaliskowe. Gdyby była obiektem nieco bardziej “speleologicznym” niż “turystycznym”, z pewnością mógłbym ją postawić gdzieś obok ogólnodostępnych jaskiń w okolicy Olsztyna. Natomiast obecnie mamy sympatyczną jaskinię idealną na wycieczkę w niedzielne popołudnie. O ile kogoś nie razi w oczy gumienny wilk i wystrugany z drewna miś Yogi 😉

Z pewnością Nietoperzowa daje możliwość rzucenia okiem na kilka typów szaty naciekowej, oraz okazję posłuchania ciekawej opowieści przewodnika i… chyba tyle.

Największe wrażenie zrobił na mnie strop jaskini. Pomimo, że jest ona sporym obiektem z obszernymi salami, nie można było dostrzec większych spękań stropu. Wypatrzyłem może 2-3 wanty wiszące nad głową, natomiast cała reszta góry była praktycznie nieruszona zębem czasu, dzięki czemu można było podziwiać całkiem ładne kotły wirowe. I nawet znalazł się taki komin w jednym miejscu, gdzie były jeszcze plakietki i kawałek starej liny i w sumie można by tam tak tylko na sekundę, na moment… 😉

Wizyta w jaskini trwała jakieś 40 minut.
Pomogło, jest ciut lżej. A i mapka którą udało się wypatrzyć na słupie słupie w czasie poszukiwania drogi do Wierzchowskiej, podsunęła ciekawy pomysł…

*****

Zdjęcia z jaskini Nietoperzowej znajdziesz [tutaj]

Share

Trochę mnie dziwi, że ktoś wybiera się do jaskini typowo przygotowanej do masowego ruchu turystycznego i jest zaskoczony, że nie może poczołgać się w błocie. Jaskiń z błotem na Jurze jest ok. 2000, jest w czym wybierać. W samej dolinie Będkowskiej ( obok jaskini Nietoperzowej ) jest ok. 100 jaskiń o różnym stopniu trudności.

Panie Jacku, informacyjnie: brak możliwości “czołgania” to nie zarzut, a jedynie informacja dla Czytelników. Niedźwiedzia (tak, wiem, inny kaliber) też jest przygotowana do masowego ruchu turystycznego, a jednak jest możliwość wyjścia poza standardowy szlak. 😉
Dlaczego tak mocno akcentuję brak możliwości wyjścia poza trasę? Bo z rozmów z Czytelnikami wynika, że są nimi w większości osoby szukające błota i zacisków, nie światła i kraty na wejściu. Chcę uniknąć sytuacji,w której ktoś stanie pod Nietoperzową w pełnym rynsztunku i zdziwi się, że wokół jest stado ludzi w japonkach, a wejście do dziury wymaga zakupu biletu. Mógłbym wtedy usłyszeć zarzut: tak zachwalał jaskinię, a to jakaś “Cepelia z gumowym wilkiem”.
Proszę mi uwierzyć, będę z czystym sumieniem polecał Nietoperzową osobom, które są Waszym docelowym targetem. Macie pod opieką piękny obiekt i wg mnie warto poświęcić mu 40 minut życia.