Lubię ruszać w stronę nowych jaskiń. Takich, które na mapie istnieją dopiero od kilku lat, które nie zostały jeszcze okradzione ze swych skarbów, nie straciły swojej szaty, które nie zostały przyozdobione pseudoartystycznymi wyznaniami, kto to jest konfidentem, a kto komu matkę brombrał.
Taka właśnie jest Jaskinia Między Sosnami.

Informacje o niej pojawiły się w trakcie którejś z rozmów: w miarę nowa, zabezpieczona, w PGI też od niedawna. Zapowiadało się, że do zrobienia będzie całkiem nowa dziura. Po większych i mniejszych roszadach personalnych, w klubowym gronie ruszyliśmy sprawdzić, co też kryje się Między Sosnami…
Parafrazując klubowy opis przejścia:

Akcja przebiega sprawnie i szybko: najpierw zalegamy przy samochodach przez 2 godziny nie mogąc się zebrać (jednocześnie nadrabiając pandemiczne zaległości towarzyskie), a później uzbrojeni w GPSy i opisy dojścia, gubimy się w lesie.
Szczęśliwie nikogo nie dorwało żadne dzikie zwierzę i nie musieliśmy zjeść żadnego uczestnika wyjazdu.

Finalnie znajdujemy otwór zabezpieczony klapą będącą w stanie przetrwać wybuch atomowy.

Schodzimy w dół. Tzn. Bogdan schodzi poręczując, za nim pędzi Asia, a jako trzeci lezę ja. Piter zostaje na górze na wypadek, gdybym nie mógł przejść i trzeba było mnie przepchnąć kijem w dół.

Niewiele brakuje by faktycznie trzeba było mnie przecisnąć w stronę dna jaskini. Jaskinia Między Sosnami zaciskając się wokół dupska wyraźnie sygnalizuje, że droga w górę będzie prawdziwą przygodą. Zapisuję w pamięci, by przed wyruszeniem w górę zdjąć z siebie wszystko co zbędne.

Koniec końców wszyscy wchodzimy do dziury by podziwiać jej liczne walory. Ja naliczyłem dwa: nie lazło się na łeb i jednak udało mi się wyleźć. Tyle z plusów.

Subiektywnie: dziura nie dla mnie. Ciasno, niewygodnie, rozwinięcie w szczelnie nie pozwalało się wygodnie porozglądać i nacieszyć obiektem. Widok Asi gdzieś w dole, mającej wokół siebie naprawdę niewiele przestrzeni sprawił, że straciłem chęć na dalsze zwiedzenie dziurwy. Podobnego zdania jest Piter, więc wycofujemy się odpuszczając trzeci zjazd.

Droga w górę standardowa: Piotr raz dwa wychodzi na powierzchnię, a ja gabarytem skutecznie zatykam otwór wyjściowy. Po kilku solidnych minutach walki, zaliczeniu stanu przedzawałowego i utracie chęci do życia, udaje mi się wyszarpać zad na powierzchnię.

Podsumowując: dla kogoś mniejszego – Jaskinia Między Sosnami być może ciekawa. Jak dla mnie: więcej zawracania głowy niż radości. Wydaje mi się, że nawet mając trzy porcje serniczka mniej wokół bioder, dokładnie tak samo odebrałbym jaskinię Między Sosnami.

Jaskinia Między Sosnami: zaliczona i tyle.
Powrotu nie będzie.

***** ***

Więcej zdjęć znajdziesz na stronie: Jaskinia Między Sosnami – zdjęcia.

Share