• "date": "14 września, 2022"
  • "title": "Chomąto"

Brak zaufania jest rzeczą straszną. Nie tylko jest namacalnym dowodem tego, że coś nie stanowi wystarczająco dobrego fundamentu, nie tylko odbiera pełnię przekonania, nie tylko rodzi wątpliwości, ale i… ratuje. I to właśnie jest najstraszniejsza forma miłosierdzia, którego można zaznać.
I można to zrobić samemu sobie.

Czy jest okrutniejszy rodzaj samookaleczenia?

Wiem, że po powrocie byłbym szczęśliwy, wiem, że jest dla mnie miejsce, czuję, że znów byłbym spełniony. I formalności, papierologie i konsultacje nie stanowiłyby problemu i przeszkody, bo wszystko poukładałoby się tak, jak powinno być ułożone.

Tyle, że sam dla siebie stanowiłbym zagrożenie.

KM polegało na pokonywaniu barier przez ich przesunięcie. Nie niszczenie, rozbijanie, lecz ciągłe odsuwanie celu odrobinę dalej, by w kolejnym podejściu było jeszcze trudniej i co najważniejsze, by nadal było do czego dążyć. Taka mentalno-wysiłkowa iteracja, dążenie do zagłady, która nigdy nie może być zagładą ostateczną.

Nie utrzymam się na wodzy, nie będę się kontrolował. Wiem to, czuję to, wierzę w to, bo to by było moim celem: ponowne wyjście poza granice możliwości. Przecież zawsze o to chodziło, by przejść kolejny milimetr. Przejść.
A do tego potrzebne są nogi.

Więc siedzę pokonany przez samego siebie. Samemu sobie odebrałem cel, który sam sobie wyśniłem, sam sobie podsunąłem i sam się w nim zakochałem. A teraz sam sobie muszę to wydłubać.

Mogłoby już pęknąć to chomąto.
A „chomąto” pisze się przez „ą” i „ch”.

Share