Kategoria: Maraton Jaskiniowy

Jaskinia Berkowa (Kalesonowa)

To nie była moja pierwsza wizyta w tym obiekcie. W 2016 roku Jaskinia Berkowa była jednym z punktów, który odwiedzaliśmy w trakcje Maratonu Jaskiniowego bielskiego klubu speleo.
Z planów i opisów jaskini wyraźnie wynika, że w zasadzie nie powala ona ani rozmiarami, ani atrakcjami. Skąd więc wziął się pomysł na powrót do Berkowej?

Bezpośrednią przyczyną chęci ponownego zaliczenia tej dziury była panująca w niej ciasnota. Wydaje mi się, że chciałem sprawdzić, na ile jestem w stanie po tak długiej przerwie przepychać cielsko przez wszelkiego rodzaju otwory. A Berkowa nadaje się do tego celu doskonale.

Do Kalesonowej trafiamy od strony zachodniej. Zaskakująco mały wylot wydaje się twierdzić, że nie ma szans na przepchnięcie się przez tę szparę.

Szczęśliwie gdzieś na dysku istnieje zerojedynkowy dowód na to, że już raz udało mi się pokonać ten otworek.

Ale zostawmy przeszłość.
Przenosimy się z Piterem pod wschodnie wejście, z którego mamy zamiar ruszyć podejmując wyzwanie speleozatyczki. Oczywiście wyzwanie dotyczy tylko mnie, bo Piter ze swoimi gabarytami jest wg mnie wstanie wleźć prawie wszędzie, niosąc ze sobą jednocześnie plecak z żarciem, czteropak i stolik pod telewizor.

Zostawmy Pitera, zajmijmy się jaskinią: kompletnie wypadło mi z głowy, że poza niskimi, meandrującymi korytarzami, Berkowa ma też miejsca, gdzie można znaleźć nieco więcej przestrzeni.

Dzięki dwóm (a jeśli by się uprzeć to może i nawet trzem) miejscom z większym prześwitem, mamy okazję zobaczyć cokolwiek więcej niż glebę 5 centymetrów od pyska. Serce się raduje.

Pomimo chwilowych trudności, o których wcześniej wspominałem w jękopoście, docieramy do otworu zachodniego.

Pora powyginać kończyny pod najdziwniejszymi kątami i narodzić się na nowo…

Berkowa zaliczona. Piter oczywiście przechodzi przez zacisk w wyjściu jak kilof przez czaszkę.

W czasie, który jest mi potrzebny do przelania się jednym udem przez otwór – on wyłazi cały. I jeszcze ma czas by zdjąć kombinezon i zapalić fajkę.
Taka to sprawiedliwość na tym świecie.

Rozgrzewka zakończona, wracamy do samochodu. Czeka nas dziś jeszcze sporo atrakcji.

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia z Dwoma Otworami, Wilczy Awen, Berkowa, Kalesonowa, Sadek (cz. 10)

Usłyszałem niedawno, że ostatnie notatki, te maratonowe, wieją brudnym siurem, są nijakie, że można odnieść wrażenie, jakbyśmy tylko pędzili przez jaskinie nie zastanawiając się nad nimi. No i w sumie wszystkie wpisy o Maratonie odbiera się tak, jakbym pisał trochę w biegu, na zaliczenie kolejnego punktu, na odpierd… na odczepsię.

Nawet nie zdawałem sobie sprawy z faktu, że tak bardzo odbija się na wpisach to, jak odbierałem przejścia ostatnich obiektów. Jeśli Czytelnik w ten sposób odczytuje wpis, tzn, że w pełni udało mi się przekazać emocjonalną stronę wizyt w kolejnych dziurach. Żeby nie było: nie robiłem tego z premedytacją, z założenia, bo jestem genialny i chciałem wywołać takie wrażenie. Samo wyszło, przez przypadek. O.

Tak było.

No właśnie, polećmy z następnym, Maratonowym wpisem. Z tym, że to już będzie ostatnia notka spod znaku Maratonu.

*****

Nie pamiętam już, która była godzina. Nie wiem, czy było późno, czy może już wcześnie. Maraton przyjął jakąś dziwną, groteskową formę. Przechodziliśmy z miejsca w miejsce zaliczając punkty, które jakkolwiek nadawały się na ujęcie ich w spisie zaliczonych miejsc. O ile jeszcze mniej, czy bardziej ekspresowo zaliczone dziury mógłbym wymienić z nazwy, coś o nich opowiedzieć, tak naziemne checkpointy były boleśnie nijakie. Tu jakiś okap, tam chyba schronisko, byle był kolejny punkt do listy.

maraton-jaskiniowy-909

Nie mam pojęcia jakim cudem na tamtym etapie Maratonu mój organizm chciał jeszcze działać. Skąd czerpał zapasy energii, motywację, siłę do kolejnego kroku. Jeśli uruchomiły się jakieś magazyny energetyczne zlokalizowane w boczkach, flaczkach czy innych jelitkach, to dziwię się, że nie nastąpiło u mnie samostrawienie.

Po niezwykle eksploatującym (zarówno fizycznie jak i emocjonalnie) zaliczeniu kilku okaposchronów, dotarliśmy do Jaskini z Dwoma Otworami. Niepozorna dziura nie sygnalizowała tego co jest w środku, bardziej udawała kolejne schronisko bez dalszego rozwinięcia.

maraton-jaskiniowy-jaskinia-z-dwoma-otworami-1

Miło było chociaż na chwilę wejść w miejsce, które zachęcało do dalszego zwiedzania. Pomimo, że Jaskinia z Dwoma Otworami nie była niczym więcej, jak salką z dwoma dziurami, sprawiła sporo radości. Dno tej poziomej jaskini było wyjątkowo wygodne. Można powiedzieć, że miejscami zachęcało do krótkiej drzemki.

maraton-jaskiniowy-jaskinia-z-dwoma-otworami-3 maraton-jaskiniowy-jaskinia-z-dwoma-otworami-2

Po przejściu kilkumetrowego korytarza prowadzącego do wyjścia, udaliśmy się w stronę obiektu, któremu było bliżej do psowatych niż jaskiniowatych. Kolejny na liście był Wilczy Awen.

Nie wiem, czy to kwestia późnej godziny, czy może zmęczenia, ale jestem przekonany, że Wilczy Awen był jednym z najpiękniejszych zjawisk niejaskiniowych na naszej liście.

maraton-jaskiniowy-wilczy-awen-1

Pomimo, że psowata dziurwa nie była niczym innym, jak szparą pomiędzy skałami, odwiedzenie jej dało sporo radości. Może chodziło o to, że znów mieliśmy okazję wpiąć się w linę, a może o to, że pierwszy raz zjeżdżałem w nocy do takiego obiektu…

maraton-jaskiniowy-wilczy-awen-3 maraton-jaskiniowy-wilczy-awen-4

Wilczy Awen nie zabrał zbyt dużo czasu. Kilka (kilkanaście?) metrów dna nie przyniosło żadnych zaskakujących atrakcji, więc wgramoliliśmy się na liny, by ruszyć w stronę Jaskini Berkowej, nie wiedzieć czemu nazywanej przez współtowarzyszy Jaskinią Kalesonową…

maraton-jaskiniowy-jaskinia-berkowa-kalesonowa-4

Gdybym wcześniej zapoznał się z planami, wiedziałbym, że Jaskinie Berkowa miejscami jest ciut ciasna. Plan SKTJ wyraźnie sygnalizuje dwie Z II. Na szczęście nie wiedziałem o tym, że mogę się nie przecisnąć, więc… jakoś przepchałem swoje cielsko przez ciasnoty. Jak się okazało – Berkowa jeszcze niedawno faktycznie mogła wymagać rozebrania się do kalesonów by udało się przejść przez dwa najciaśniejsze punkty. Na szczęście dla mnie, niejeden speleozad szlifował berkowy spąg, dzięki czemu udało mi się przepełznąć całość jaskini bez konieczności wzywania JOPRu z dłutami i młotami udarowymi.

maraton-jaskiniowy-jaskinia-berkowa-kalesonowa-2

Po wydostaniu dupska z ostatniego odcinka Berkowej, zrobiło się nagle… Smutno. W zasadzie nie pozostało do zrobienia nic innego, jak kierowanie się w stronę samochodu. Co prawda, po drodze jeszcze odwiedziliśmy kilka miejsc (punkciki muszą się zgadzać), jednak jeśli mam być szczery – tylko jedno z nich zdążyło jeszcze zrobić na mnie duże wrażenie: Sadek.

maraton-jaskinowy-sadek-1 maraton-jaskinowy-sadek-2

Niewielkie obniżenie terenu połączone z sympatycznym schroniskiem, nawet w ciemności dostarczało przyjemnych doznać. Z pewnością wiosną musi być to jeden z najbardziej malowniczych punktów naszego Maratonu Jaskiniowego.

Sadek był ostatnim obiektem na liście.
Po nim nie było nic, poza powrotem do samochodu, szybkim wlaniem w siebie kilku łyków ciepłej herbaty, a następnie ułożeniem się w śpiworze.
Zasnąłem w kilka minut. Za oknem pierwsze oznaki nadchodzącego wschodu zaczęły rozrzedzać ciemność.

*****

Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała odbył się ponad miesiąc temu. Sporo czasu minęło, zanim uporałem się z wszystkimi zdjęciami, wpisami, wynotowanymi gdzieś na boku informacjami. Długo zastanawiałem się, jaką ocenę wystawiłbym tej imprezie. Z jednej strony jaskiniowa nazwa wydarzenia sugeruje przejścia samych jaskiń, przez co człowiek może czuć się rozczarowany wliczaniem okapów i minischronisk do listy zaliczonych punktów, lecz z drugiej, przecież nie pojechałem tam, by bić jakieś rekordy, czy pilnować poprawności zapisów dotyczących wydarzenia, w którym uczestniczyłem jako gość.

Po odrzuceniu kompletnie zbędnej analizy co jaskiniowym obiektem jest a co nie, pozostaje jedna myśl: miałem okazję wziąć udział w bardzo ciekawym przedsięwzięciu, które dało mi okazję do odwiedzenia sporej ilości ciekawych miejsc. I co najważniejsze – robiłem to z przyjemnością, w bardzo miłym towarzystwie.

Gdyby ktoś mnie dziś zapytał, czy zdecydowałbym się na ponowne uczestnictwo w tej imprezie wiedząc już, w jaki sposób ona przebiega, powiedziałbym bez wahania: oczywiście.

*****

Serdecznie dziękuję bielskiemu klubowi za możliwość dołączenia do wyprawy.

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Mała Jaskinia Szpatowców, Jaskinia Szpatowców (Kalcytowa) (CZ. 9)

Na tym etapie Maraton Jaskiniowy powoli zaczął się stawać czymś z pogranicza majaków zmęczonego gorączką umysłu, a uporem szkraba, który zamiast spać – chce się bawić, pomimo że co chwilę opada powieka. A za nią głowa.

Niezależnie od zmęczenia szliśmy do przodu…

*****

Wcześniej nie wiedziałem, że Jaskinia Szpatowców ma też mniejszą siostrę, którą jest Mała Jaskinia Szpatowców. W porównaniu do swojej większej siostry (zwanej także Jaskinia Kalcytowa), Mała Szpatowców nie wiązała się z żadnym większym wysiłkiem.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-mala-szpatowcow-1 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-mala-szpatowcow-2

Taka ot, dziura w ziemi, do której można zjechać, chociaż w sumie to nawet i dałoby się zejść bez zakładania większości sprzętu. Jednak mając na uwadze porę i nasz ogólny stan psychofizyczny, grzecznie ubieramy szpej i nurkujemy w dziurze, by po chwili ją opuścić.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-mala-szpatowcow-3

Mała Jaskinia Szpatowców zaliczona. Zostawiamy za sobą otwór i kierujemy się w stronę jej większej siostry – na naszym celowniku jest Jaskinia Kalcytowa (Szpatowców).

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-kalcytowa-szpatowcow-1

Tę dziurę pamiętałem doskonale, głównie dzięki opowieściom o śmiertelnych wypadkach, które miały miejsce w Kalcytowej. Pomimo, że byłem tu kilka ładnych lat temu, nawet udało mi się odtworzyć z pamięci gdzie i w jaki sposób wykonywane było poręczowanie, oraz jak całość wygląda na dole. Nie oszukujmy się, wiele do pamiętania nie było, w końcu Jaskinia Szpatowców to nie Wielka Śnieżna.maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-kalcytowa-szpatowcow-3

Kalcytowa nie zaskoczyła niczym niezwykłym. Szybki zjazd na dół, odczekanie na swoją kolej i wędrówka do góry.

*****

Zaczęło się robić kiepsko: raz, drugi i trzeci gdzieś przykucałem, przysiadałem, to na chwilę oko przymknąłem, to wtuliłem głowę w ramiona. Pomimo, że zmęczenie coraz wyraźniej dawało o sobie znać, maraton jaskiniowy trwał.  Po opuszczeniu szpatowych sióstr ruszyliśmy w stronę samochodów, by zostawić w nich już zbędny balast.

Część uczestników nie oparła się pokusie i wskoczyła do ciepłych śpiworów, co twardsi zdecydowali się na zaliczenie jeszcze kilku obiektów.

maraton-jaskiniowy-2016

Z wielkim bólem zostawiłem za sobą przytulny samochód z mięciutkimi siedzeniami.
Czekało na nas jeszcze kilka jaskiń…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Zawał (cz. 8)

Jeśli miałbym określić, w którym momencie po raz pierwszy miałem dosyć wszystkiego, kiedy naprawdę zacząłem przeklinać Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała, to bez wahania, z pełnym przekonaniem stwierdziłbym: pod Żabią.

Jaskinia Żabia była mi już wcześniej znana. To jedna z tych pierwszych, śmiercionośnych dziur pionowych, w których uczyłem się korzystania ze sprzętu to zejścia/wyjścia. Jak przez przez mgłę pamiętam moment, w którym drżącą rolką zdejmowałem hamulec z rolek i ruszałem w dół…

Tym razem Żabia dostarczyła emocji w nieco inny sposób: przywitała nas deszczem, który po chwili przeszedł w grad.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-1

To w tym momencie zacząłem się zastanawiać: po co mi to? Czy zejście do dziury w której już byłem, ma jakiś sens? Czy będę z tego zejścia czerpał jakąkolwiek radość?
Nie była to łatwa decyzja, tym bardziej, że ulewa nie słabła, a wnętrze kurtki z której musiałbym wyjść, wydawało się tak ciepłe…
Kilkanaście minut później byłem na dole.

Jaskinia Żabia nie odbiegała wiele od tego, co zostało mi w pamięci. Lekka jazda w dół, przyjemne wyjście w górę. Tylko krata na dole była… zaskakująca. Nie przypominam sobie, by podczas wcześniejszej wizyty którakolwiek część jaskini była niedostępna…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-2

Teoretycznie dziura płazowa wiązała się z jedną, szczególną atrakcją: okazją do użycia przy wyjściu drabinki. Tego wyzwania nie podjąłem. Chyba po prostu jestem już zbyt leniwy i wolę sobie w razie potrzeby wygodnie zawisnąć w uprzęży, która wtedy wydawała się zdecydowanie bardziej stabilna od majtających się w każdą stronę szczebli.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-4

Po wykumkaniu z Żabiej, ruszyliśmy w kierunku kolejnego otworu. Naszym celem była Jaskinia Sulmowa.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-1Ciasny otwór jaskini zlokalizowany w zapadlisku, nie sugerował konieczności używania sprzętu. W zasadzie faktycznie był zbędny: przy użyciu technik Praszczura Taternikusa udało się bezpiecznie zejść do dna jaskini, z którego po kilku minutach ruszyliśmy ku górze.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-2maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-3

Jaskinia Sulmanowa niczym szczególnym nie zapisze się w mej pamięci. Ot, łatwo weszło, szybko wyszło, łatwo poszło.
Po powrocie na powierzchnię zaczęliśmy się kierować w stronę Jaskini Zawał, zerkając po drodze pomiędzy Babie Nogi.

Maszerując w kierunku Zawału, gdzieś głęboko, za opadającymi powiekami, za przyćmionymi gałkami ocznymi rodziła się myśl: coś o tym Zawale ostatnio słyszałem. A w zasadzie czytałem. To zdaje się była jakaś aktualnie odkopywana dziura, że niby jakieś nowe partie, czy coś… TAK! To jakaś świeżynka!

Fakt, Jaskinia Zawał jest świeżynką (w nowych partiach), fakt, prowadzone są tam prace, ale faktem jest również to, że jedyna rzecz większa od rozgłosu wokół wspomnianych prac, to rozmiar kraty, która blokuje wejście do środka obiektu.

jaskinia-zawal

Nie pozostało nam nic innego jak dojść do kraty, powąchać miejsce, gdzie mogłaby być klamka i ruszyć do góry. Niewielkim pocieszeniem może być fakt, że dotykaliśmy skał po których stąpał Rysiecki, dotykaliśmy kamieni o które się opierał, a może nawet ten sam bród trafił pod nasze paznokcie…

Idziemy dalej. Po drodze jeszcze jest Schronisko Południowe, a za nim czeka na nas…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: przemarsz (cz. 7)

Maraton pokazał swoje prawdziwe oblicze dopiero po odwiedzeniu Jaskini Suchej. Nagle okazało się, że nastąpił koniec szybkiego brykania pomiędzy jaskiniami / schroniskami położonymi niedaleko siebie. Nadeszła pora, gdy należało ruszyć na pd-wschód, brnąc w ciemnościach i deszczu .

Byłem ciekaw, jak poradzę sobie z takim spacerkiem: z jednej strony kolano jeszcze potrafiło boleśnie o sobie przypomnieć, a z drugiej strony nawet plecak zarzucony na grzbiet nie powinien stanowić problemu w chwili, gdy poruszaliśmy się praktycznie cały czas po równym terenie.
Krok za krokiem sunęliśmy przez ciemność, zaczepiając na chwilę o obiekty, które były równie małe, co i nieciekawe:

Brama Laseckich
Komin w Rzędkowicach
Schron podskalny w Lechworze **
Okiennik Rzędkowicki
Garaż w Rzędkowicach
Jaskinia Sopli Lody
schron przy Jaskini Sopli Lodu **
schron w Bibliotece **

maraton-jaskiniowy-901 maraton-jaskiniowy-902 maraton-jaskiniowy-903maraton-jaskiniowy-904

Tak naprawdę najważniejszą chwilą na tym etapie był moment, w którym pomimo deszczu i mokrego drewna udało nam się rozpalić maleńkie ognisko.
Nie da się ukryć: kiełbacha radośnie skwiercząca nad ogniem miała zbawienny wpływ na morale…

maraton-jaskiniowy-900

Tak, to co widać po prawej stronie ogniska, to minipizza. Pierwszy raz widziałem, by ktoś próbował podgrzać ten wynalazek za pomocą ogniska. O efektach gastrozabiegu może mówić nie będę – najważniejsze, że kuchmistrz był zadowolony ze swojego dzieła.

Po wchłonięciu świńskiego truchła, zaczęliśmy się powoli zbierać w dalszą drogę.
Akurat nie padało – szkoda było zmarnować takie warunki…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Stajnia, Schronisko pod Stajnią, Jaskinia Sucha (cz. 6)

Po Piętrowej Szczelnie wszystko zaczęło dziać się szybciej, przelatywaliśmy przez kolejne obiekty jak nietoperze przez Czarną. W momencie, gdy już nadchodził zmierzch, praktycznie w marszu zaliczyliśmy Stajnię…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-stajnia-00maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-stajnia-1

…i Schronisko pod Stajnią

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-schronisko-pod-stajnia-1 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-schronisko-pod-stajnia-2

Dopiero Jaskinia Sucha zatrzymała nas na dłuższą chwilę. W końcu była okazja, by ponownie założyć kombinezon.

Całość tej dziury wyglądała jak dziecko Piaskowego Korytarza Jaskini Twardowskiego i Partii Gąbczastych w Kasprowej Niżniej.

jaskinia-sucha

Bardzo przyjemna dziura sympatycznie wiła się w dół, dając możliwość swobodnego opadania w odrobinę meandrujących, wyślizganych korytarzach.
Czy Jaskinia Sucha jest naprawdę sucha? No nie do końca, drobiny wilgoci i kleistej mączki lepiły się do cielska. Na pewno Sucha jest ciasna. I to bardzo. Szczególnie, gdy na dnie mają wylądować wszyscy uczestnicy Maratonu Jaskiniowego.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-1 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-2 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-4 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-5

Po wyjściu z Jaskini Suchej przywitał nas zapadający mrok. Zanim zdążyliśmy się przebrać – było kompletnie ciemno.
Rozpoczęliśmy wieczorno-nocną część Maratonu, z którą nieubłagalnie wiązał się godzinny przemarsz w stronę kolejnych, ciekawszych lokalizacji.

Zaczęło lać…

 

 

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia Piętrowa Szczelina (cz. 5)

Deklarując uczestnictwo w Maratonie Jaskiniowym, od początku miałem cichą nadzieję, że Piętrowa Szczelina będzie jednym z obiektów, które odwiedzimy.
Jaskinia ta należy do grupy pierwszych „wielkich” dziur, które odwiedziłem na początku swojej przygody z jaskiniami, więc liczyłem na nostalgiczną podróż do wnętrza ziemi…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-13-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-02-jpg

Z nostalgią nie miało to wiele wspólnego. Zamiast zachwytu, zadumy i retrospekcji, było jedno wielkie zdziwienie. O ile dobrze pamiętam, moja pierwsza wizyta w Piętrowej Szczelinie trwała kilka ładnych godzin, wiązała się z kilkoma solidnymi siniakami, oraz przerażeniem w chwili zjazdu w dół przez „śmiercionośne zaciski”.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-04-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-11-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-05-jpg

Tym razem Piętrowa nie wydawała się zbyt mordercza, czasochłonna, czy przerażająca. Zjazd w kluczu nie wymagał użycia sprzętu (tak tak, kolejna okazja do zabawy technikami prastarymi), Bajkowy Korytarz osiągnęliśmy już po kilkunastu minutach, a całość wizyty w jaskini trwała tak krótko, że odczuwałem autentyczny smutek widząc, że jesteśmy już pod Piekiełkiem i za chwilę znajdziemy się na powierzchni.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-03-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-09-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-07-jpg

Dziś odnoszę wrażenie, że powinienem jeszcze raz wrócić do tej jaskini. Tym razem po to, by spokojnie obejść jej wszystkie korytarze, przekonać się, na ile jest ona przyjazna, a na ile przerażająca. Zdecydowanie, odczuwam jakiś szczególny rodzaj sympatii względem Piętrowej Szczeliny.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-12-jpg

Z chęcią jeszcze raz zawitam w jej zionącej ciemnością paszczy.

Share